szlak latarni morskich

...now browsing by tag

 
 

Szlak latarni morskich – 6 dzień – Gdańsk – Krynica Morska

piątek, Sierpień 7th, 2009

Wielki finał wyjazdu. Nadjłuższy etap, królewski, pokonaliśmy bez przyczepek. Chcieliśmy jak najszybciej zaliczyć 2 latarnie i zdążyć na wieczorny pociąg do Warszawy. Udało się :).

Ostatniego dnia wyprawy postanowiliśmy zostawić w schronisku przyczepki. Atak na 2 ostatnie latarnie zaczęliśmy wcześnie. Niestety, Gdańsk okazał się zbyt skomplikowany dla mojego gps’a, który nie odnalazł adresu latarni w Nowym Porcie. Przy pomocy kupionej w kiosku mapy papierowej odnaleźliśmy drogę do przedostatniej latarni. Na miejscu znaleźliśmy się tuż przed 10 i byliśmy pierwszymi odwiedzającymi tego dnia.

Dopytaliśmy się pani sprzedającej bilety i okazało się, że można drogę do Krynicy Morskiej skrócić, jeżeli przepłynie się promem z Nowego Portu na Westerplatte. Tak też zrobiliśmy. Potem pojechaliśmy na południe, w stronę ulicy Elbląskiej. Na moście Jana Pawła II jest zakaz poruszania się rowerami, a chodnik dla pieszych jest strasznie wąski nawet dla pieszych. Czyli idiotyzm w polskim wydaniu.

W stronę Krynicy Morskiej pojechaliśmy nie najkrótszą drogą, bo przez Przejazdowo. Następnie dojechaliśmy do Sobieszewa i na wschodnim końcu wyspy przeprawiliśmy się promem. Szkoda, że na wyspie tak krótko zabawiliśmy, bo są tam naprawdę ładne krajobrazy.

Począwszy od Mikoszewa było coraz więcej oznak, że zbliżaliśmy się  do turystycznego regionu. Nic dziwnego, Mierzeja Wiślana jest bardzo ładna.

Szkoda, że nie mieliśmy czasu przystanąć i pokontemplować okoliczne krajobrazy. Szybko jechaliśmy dalej. Odcinek leśny za Kątami Rybackimi mocno dał się we znaki. Trochę zbyt duż tempo nadaliśmy sobie.

Do Krynicy dojechaliśmy więc na oparach z myślą, że po zwiedzeniu ostatniej latarni na szlaku wsiądziemy w autobus do Gdańska.

Sama latarnia jest bardzo ładna, widoki też niczego sobie, choć niestety – przez szybę. Nie mniej jednak jesteśmy szczęśliwi, że w ten sposób zakończyliśmy rajd szlakiem latarni morskich.

Trzeba było jeszcze tylko wrócić do Gdańska. Niestety, kierowca nie zgodził się nas zabrać. Czy nam się to podobało, czy nie, musieliśmy wracać rowerami. Zrobiliśmy więc zakupy na drogę w sklepie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Na szczęście perspektywa końca wyprawy wyraźnie dodała nam sił. W błyskawicznym tempie przejechaliśmy drogę powrotną, a tuż za Sobieszewem skorzystaliśmy jeszcze ze skrótu, który przyspieszył nasz powrót do Gdańska.

Kilka dodatkowych kilometrów po Gdańsku po bagaże i z powrotem na dworzec. Rezultat – rekordowy przejazd tej wyprawy – 164 km w czasie 6 godzin i 28 minut.

To był bardzo intensywny wyjazd. Konieczność dojazdu na noclegi oraz specyfika dróg na Pomorzu sprawiły, że łączny dystans w czasie wyprawy przekroczył 850 km. Na szczęście pogoda sprzyjała i bez większych trudności udało nam się skończyć wyprawę w zaledwie 6 dni.

Odwiedzenie latarni morskich polskiego wybrzeża mogę polecić wszystkim z czystym sumieniem. Chętnie też odpowiem na Wasze pytania.

Szlak latarni morskich. Trasa dzisiejszego przejazdu na mapie:

Szlak latarni morskich – 5 dzień – Choczewo – Gdańsk

piątek, Sierpień 7th, 2009

Udany dzień. Wszystko wyszło zgodnie z planem. No, może poza czasem dojazdu na nocleg, który osiągnęliśmy dopiero w okolicach 23. Szybko pokonany dystans przy dobrej pogodzie.

Dzień zaczęliśmy od wrócenia się do latarni Stilo. Wrócenia, bo latarnia znajdowała się na północny-zachód od Choczewa, a my kierowaliśmy się cały czas na wschód. Za zgodą gospodarzy zostawiliśmy więc przyczepki i pojechaliśmy bez obciążenia dodatkowego zaliczyć latarnię Stilo.

Bardzo szybko, bo ze średnią w okolicach 28 km/h dojechaliśmy na miejsce. Stilo to jedna z ładniejszych latarni. Jak się dowiedzieliśmy od naszego gospodarza, farba wewnątrz klatki schodowej latarni jest jeszcze z czasów niemieckich. Z góry latarni roztacza się ładny widok na okoliczne lasy. Widać też nieduże wydmy ruchome.

Wspomnę tutaj, że na latarni spotkaliśmy kolarza z Kędzierzyna-Koźla, który również robił szlak latarni morskich. Wspomniał, że poprzedniego dnia zdecydował się pojechać trasą, z której my zrezygnowaliśmy (droga Kluki-Izbica,a raczej jej brak). Ciekawie brzmiała jego opowieść, jak pchał rower przez łąkę, która uginała się pod jego ciężarem.

Szkoda, że nie zdecydował się jechać z nami. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy odebrać bagaże. Potem bez dłuższego zastanawiania się obraliśmy najkrótszą drogę do latarni w Rozewiu – przez Krokową. Dystans pokonaliśmy błyskawicznie przy akompaniamencie sprzyjającego wiatru.

Trochę ostrożności wymagał przejazd przez zatłoczoną Karwię i Jastrzębią Górę. Podjazd w Jastrzębiej też był ostry. W Rozewiu mieliśmy duże szczęście, bo zostaliśmy wpuszczeni jako jedni z ostatnich przed przerwą techniczną. W ten sposób zaoszczędziliśmy godzinę. Ale poza ładnym wyglądem niewiele dobrego można powiedzieć o tej latarni. Taras widokowy znajduje się bardzo nisko, więc wrażenia „z góry” latarni są mocno ograniczone.

Po zaliczeniu latarni w Rozewiu czekała nas przeprawa przez Półwysep Helski. Zanim do tego jednak doszło, przed Władysławowem minęliśmy ekipę robiącą rajd dookoła Polski. Szacunek!

W Chałupach zatrzymaliśmy się na chwilę, bo były tam koleżanki Łukasza. Potem czekało nas kręcenie do Helu. Do samej Jastarni ścieżka rowerowa była znośna. Za Jastarnią zaczęła się jazda szlakówką przez las, pagórek za pagórkiem. Sama jazda przyjemna, ale strasznie się dłużyła. Dodatkowo sprawę komplikował wzmożony ruch rowerowy. Wyprzedzanie ich z przyczepkami rowerowymi za sobą nie było zbyt bezpieczne.

Wreszcie dojechaliśmy do Helu. Wejście na latarnię odbywało się w żółwim tempie. Jak się okazało, na górze nie wychodzi się na zewnątrz, tylko obserwuje się okolicę przez przeszklone szyby. Ten niedostatek zrekompensował widok optyki takiej latarni – powyginane zwierciadła i żarówki robią ciekawe wrażenie.

Ostatnim punktem dnia było dopłynięcie promem do Gdańska. Dosłownie kilka minut spóźniliśmy się na przedostatni prom. Poszliśmy więc na „regeneracyjną” pizzę i gdy już zachodziło słońce, wypłynęliśmy w kierunku Gdańska.

Nocne wpłynięcie do portu i przejazd przez miasto pozostawią po sobie niezapomniane wrażenie. Gdańsk jest dużo ładniejszy nocą, niż za dnia.

Rezultat dnia to 128 km w 5 godzin i 35 minut.

Szlak latarni morskich. Trasa dzisiejszego przejazdu na mapie:

Szlak latarni morskich – 4 dzień – Duninowo – Choczewo

piątek, Sierpień 7th, 2009

To miał być krótszy rowerowy dzień. W zamierzeniach mieliśmy przejechać około 120 km. W praktyce przejechaliśmy dodatkowe 30. Kilka błędów nawigacyjnych i utrudniony dojazd do latarni na trasie zrobiły swoje. Musieliśmy też przełożyć obejrzenie latarni Stilo na kolejny dzień.

Obawiałem się tego dnia. Duży dystans poprzedniego dnia, stosunkowo późny dojazd na nocleg i brak kryzysu dotychczas mogły się zemścić na nas. Ale po kolei.

Dzień zaczęliśmy od dojazdu do Ustki. Bez śniadania, bo nie było nic sensownego do kupienia w miejscowym sklepie. Latarnię w Ustce zaliczyliśmy dość szybko, bo i nie było czym się zachwycać. Ot, niewysoka latarenka. Potem zrobiliśmy sobie zasłużone śniadanie na ławce w parku przy kościele.

Posileni ruszyliśmy na dość ruchliwą trasę wyjazdową z Ustki w kierunku na Słupsk. Niestety, złapał nas deszcz. W sumie byłem zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że będzie padało. Kurtki przeciwdeszczowe trzeba było wyciągać z worów podróżnych.

W deszczu przejechaliśmy kilka kilometrów. Potem była tylko mżawka. Niestety, w tych warunkach trochę pobłądziliśmy i w rezultacie aby dostać się do Przewłoki, która jest jakieś 5 km za Ustką, zrobiliśmy dodatkowe 10 nadprogramowych kilometrów. Faktem jednak było, że drogi w tej okolicy są fatalnie oznaczone. Także dojazd do Smołdzina trochę nam zajął. Po drodze Łukasz złapał jeszcze kapcia (później okazało się, że to tylko powietrze zeszło z dętki bez powodu ;)).  Bez kolejnych przygód dojechaliśmy do latarni Czołpino.

Latarnia Czołpino jest położona w Słowińskim Parku Narodowym. Prezentuje się dość okazale. Mimo że nie jest najwyższa na wybrzeżu, to wyraźnie góruje nad okolicą, bo jest położona na górze. Z góry jest fantastyczny widok nie tylko na morze i lasy Słowińskiego Parku Narodowego, ale przede wszystkim na ruchome wydmy.

Z mapy wynikało, że najkrótsza droga w kierunku Łeby i kolejnej latarni wiedzie z Kluk do Izbicy. Pojechaliśmy więc do Kluk. Okazało się, że w wiosce tej znajdują się bardzo ładne chałupy w stylu budownictwa szachulcowego.

Jednak głównym celem przyjazdu było przedostanie się do Izbicy. Jak się jednak okazało, droga ta wiedzie przez bagna i torfowiska. W zasadzie jest przejezdna tylko dla traktorów.

Zrezygnowani i źli postanowiliśmy zrobić dużą pętlę do Stilo przez Główczyce i Wicko. Mieliśmy dość skrótów na ten dzień. Wróciliśmy się więc do Smołdzina, a następnie pojechaliśmy na południe, do drogi nr 213. Czekało nas jeszcze około 50 km do latarni. A w nogach też było już około 100.
Śmiało mogę powiedzieć, że w tym momencie dopadł nas kryzys. Po drodze skończyły się płyny w bidonach, a droga 213 okazała się mocno pofałdowana. Kolejne podjazdy nas dobiły i w Główczycach, na postoju postanowiliśmy darować sobie Stilo i pojechać na nocleg.

Wciąż było to jednak około 30 km do przejechania. Nie dużo, ale jak na kryzys formy – mogło się okazać ciężkie do zrobienia. I ciężko rzeczywiście było. Brak mocy w nogach na podjazdach było czuć wyraźnie. Na szczęście popołudnie było łaskawsze w pogodę i oszczędziło nam deszczu.

W mało powalającym tempie dojechaliśmy w końcu do Choczewa, gdzie był nasz nocleg. Wspomnę tutaj gospodarzy, którzy okazali się bardzo miłymi ludźmi i z ciekawością dopytwali się o nasz wyjazd rowerowy.

A rezultat dnia to 147 km w 6 godzin i 27 minut. Gdyby nie zmiana trasy, byłoby około 175 km.

Szlak latarni morskich. Trasa dzisiejszego przejazdu na mapie: