Szlak latarni morskich – 5 dzień – Choczewo – Gdańsk

Written by Kolo on Sierpień 7th, 2009

Udany dzień. Wszystko wyszło zgodnie z planem. No, może poza czasem dojazdu na nocleg, który osiągnęliśmy dopiero w okolicach 23. Szybko pokonany dystans przy dobrej pogodzie.

Dzień zaczęliśmy od wrócenia się do latarni Stilo. Wrócenia, bo latarnia znajdowała się na północny-zachód od Choczewa, a my kierowaliśmy się cały czas na wschód. Za zgodą gospodarzy zostawiliśmy więc przyczepki i pojechaliśmy bez obciążenia dodatkowego zaliczyć latarnię Stilo.

Bardzo szybko, bo ze średnią w okolicach 28 km/h dojechaliśmy na miejsce. Stilo to jedna z ładniejszych latarni. Jak się dowiedzieliśmy od naszego gospodarza, farba wewnątrz klatki schodowej latarni jest jeszcze z czasów niemieckich. Z góry latarni roztacza się ładny widok na okoliczne lasy. Widać też nieduże wydmy ruchome.

Wspomnę tutaj, że na latarni spotkaliśmy kolarza z Kędzierzyna-Koźla, który również robił szlak latarni morskich. Wspomniał, że poprzedniego dnia zdecydował się pojechać trasą, z której my zrezygnowaliśmy (droga Kluki-Izbica,a raczej jej brak). Ciekawie brzmiała jego opowieść, jak pchał rower przez łąkę, która uginała się pod jego ciężarem.

Szkoda, że nie zdecydował się jechać z nami. Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy odebrać bagaże. Potem bez dłuższego zastanawiania się obraliśmy najkrótszą drogę do latarni w Rozewiu – przez Krokową. Dystans pokonaliśmy błyskawicznie przy akompaniamencie sprzyjającego wiatru.

Trochę ostrożności wymagał przejazd przez zatłoczoną Karwię i Jastrzębią Górę. Podjazd w Jastrzębiej też był ostry. W Rozewiu mieliśmy duże szczęście, bo zostaliśmy wpuszczeni jako jedni z ostatnich przed przerwą techniczną. W ten sposób zaoszczędziliśmy godzinę. Ale poza ładnym wyglądem niewiele dobrego można powiedzieć o tej latarni. Taras widokowy znajduje się bardzo nisko, więc wrażenia „z góry” latarni są mocno ograniczone.

Po zaliczeniu latarni w Rozewiu czekała nas przeprawa przez Półwysep Helski. Zanim do tego jednak doszło, przed Władysławowem minęliśmy ekipę robiącą rajd dookoła Polski. Szacunek!

W Chałupach zatrzymaliśmy się na chwilę, bo były tam koleżanki Łukasza. Potem czekało nas kręcenie do Helu. Do samej Jastarni ścieżka rowerowa była znośna. Za Jastarnią zaczęła się jazda szlakówką przez las, pagórek za pagórkiem. Sama jazda przyjemna, ale strasznie się dłużyła. Dodatkowo sprawę komplikował wzmożony ruch rowerowy. Wyprzedzanie ich z przyczepkami rowerowymi za sobą nie było zbyt bezpieczne.

Wreszcie dojechaliśmy do Helu. Wejście na latarnię odbywało się w żółwim tempie. Jak się okazało, na górze nie wychodzi się na zewnątrz, tylko obserwuje się okolicę przez przeszklone szyby. Ten niedostatek zrekompensował widok optyki takiej latarni – powyginane zwierciadła i żarówki robią ciekawe wrażenie.

Ostatnim punktem dnia było dopłynięcie promem do Gdańska. Dosłownie kilka minut spóźniliśmy się na przedostatni prom. Poszliśmy więc na „regeneracyjną” pizzę i gdy już zachodziło słońce, wypłynęliśmy w kierunku Gdańska.

Nocne wpłynięcie do portu i przejazd przez miasto pozostawią po sobie niezapomniane wrażenie. Gdańsk jest dużo ładniejszy nocą, niż za dnia.

Rezultat dnia to 128 km w 5 godzin i 35 minut.

Szlak latarni morskich. Trasa dzisiejszego przejazdu na mapie:

1 Comments so far ↓

  1. Ala pisze:

    „Gdańsk jest dużo ładniejszy nocą, niż za dnia.” – heh, będę musiała sprawdzić…

Leave a Comment