Rajd po Polsce, 10 dzień, Połczyn – Piła

Written by Kolo on Sierpień 14th, 2008

Bilans dnia: 103 km, 4 h 20 min. jazdy.

Czas ruszyć w drogę

Dzisiejszego dnia nie mogliśmy się doczekać. W zasadzie przez 2 dni niewiele jeździliśmy. Rano byłem jeszcze u lekarza, żeby obejrzał kolana, które kilka dni temu były mocno spuchnięte na skutek reakcji alergicznej. Byłem dobrej myśli przed wizytą. Natomiast lekarz ostrzegł przed powikłaniami, straszył mnie nawet sepsą… Trochę było mi to nie w smak i jak dla mnie mocno na wyrost. Generalne zalecenia olałem i pojechaliśmy do Piły.

Wyjazd był późno, bo oglądaliśmy jeszcze mecz Polaków z Serbami. Nasi górą! W końcu wyruszyliśmy o 11.30 i najpierw mieliśmy powtórkę trasy do Czaplinka (tą samą drogą jechaliśmy dzień wcześniej). Tuż za lasem silny, boczny wiatr zwiewał nas do środka jezdni. Trzeba było mocno trzymać kierownicę.

Pierwsze pechowe zdarzenie następuje szybko – Łukaszowi na podjeździe pęka szprycha, wszystko się dzieje jakieś 5 km przed Czaplinkiem. Z awarią jedziemy do miasteczka i tam, na stacji benzynowej pytamy się o sklep rowerowy. Ze stacji odesłali nas 2 kilometry, do centrum miasta.

Właściciel sklepiku karze Łukaszowi ściągnąć koło. Mam poważne obawy, że może to długo potrwać. Tymczasem naprawa jest błyskawiczna. Zajmuje nie dłużej niż 10 minut.  Okazuje się zresztą, że jest właściciel sklepu jest trenerem kolarskim – prawdziwy fachowiec!

Korzystam z okazji i naprawiam hamulec przedni.  Opuszczamy sklep rowerowy i jedziemy do Wałcza, w którym zresztą długo nie zabawiliśmy. Tradycyjnie nie zwiedzamy. Robimy tylko małe zakupy w Biedronce i jemy na parkingu. Następnie wyjeżdżamy z miasta.

Tuż za miastem mijamy trzy ogromne wiatraki energetyczne. Imponujący widok! A droga na Piłę (28 km) zajmuje nam mało czasu, bo jedziemy z wiatrem, rzadko nam się to zdarza. ;) Tak w ogóle to jesteśmy już w Wielkopolsce. A jutro Poznań. Prawie zapomniałem. 50 metrów od schroniska Łukasz łapie kolejnego kapcia. To już 5:0? Ja piszę teraz relację, a on łata dętkę. :P

Dodam jeszcze, że w schronisku, w którym przebywamy, czuć klimacik. Fajne, schludne pokoiki i sporo zasad do przestrzegania. Nie można mieć własnych śpiworów, trzeba brać pościel. Oprócz nas w schronisku jest kilku chłopaków, którzy dorabiają sobie w wakacje instalacją jakiegoś sprzętu w marketach. Chwilę pogadaliśmy, po czym poszliśmy spać.

Leave a Comment