Do pogody wyraźnie szczęścia nie mamy. Rano pada w Poznaniu, więc jedziemy pociągiem do Leszna. Tam również pada i w dodatku mamy duże problemy ze znalezieniem noclegu. Bursa szkolna w okresie wakacji jest zamknięta… Pozostawię to bez komentarza.
Generalnie dojazd do Leszna zajął nam krócej, niż szukanie noclegu na miejscu. Ostatecznie udaje nam się znaleźć nocleg w motelu, który jest na drugim końcu miasta. W dodatku zapłacimy za nocleg 100 zł (2-osobowy pokój).
Do motelu idziemy w strugach deszczu. Szczęścia wyraźnie nie mamy, bo Łukasz łapie kapcia… prowadząc rower. Ale spotkała nas też miła przygoda tego dnia. Gdy przechodziliśmy koło kościoła, zatrzymał nas ksiądz i zaprosił na herbatę. Było bardzo miło. Oferował nam nocleg w sali katechetycznej. Grzecznie podziękowaliśmy, bo miejsce w motelu było już zarezerwowane, postanowiliśmy więc być honorowo dojść tam na nocleg. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do marketu i zrobiliśmy zakupy na kolację i śniadanie. Łukasz zaproponował ćwiartkę, co przyjąłem bardzo chętnie.
Prognozy pogody na kolejny dzień były o tyle pomyślne, że rano mogło jeszcze padać, a po południu miało być wypogodzenie. Postanowiliśmy więc maksymalnie korzystać z wykupionej doby hotelowej i na drugi dzień wyjść z motelu najpóźniej, jak tylko można.


