Berkner Functional – testy

Written by Kolo on Październik 12th, 2009

Berkner Functional na lato – testy rowerowej kurtki przeciwdeszczowej na lato. Moje Wrażenia z użytkowania.

Tuż przed rozpoczęciem sezonu zaopatrzyłem się w kurtkę rowerową z membraną. Wybór nie był prosty, a i ceny momentami zaporowe. Wydaje mi się, że znalazłem jednak złoty środek między jakością a ceną w postaci kurtki Berkner Functional. Ta niepozorna wiatrówka okazała się bardzo wszechstronnym ciuszkiem.

Przez kolejne kilka miesięcy testowałem możliwości tej kurtki. Już na początku, bo w marcu, 3 dni po zakupie, „udało” mi się rozedrzeć ją po spotkaniu z krawężnikiem. Ale z dwojga samochód-krawężnik wybrałem to drugie.

Tutaj z pomocą przyszedł mi producent, który po zapoznaniu się z moim problemem chętnie podjął się naprawienia membrany. Takiego profesjonalizmu życzyłbym sobie od każdej polskiej firmy.

Wracając już do samych wrażeń z użytkowania, kurtka przeszła wszystkie możliwe warunki, może z wyjątkiem jazdy na mrozie. Ale poza mrozem nie ominął jej mokry śnieg, porywisty wiatr, deszcz, błoto. Jeździłem w niej w temperaturach od ok. + 5 st.C do około 20 st.C. Warto dodać, że jest to kurtka w wersji letniej. Producent oferuje kurtkę Functional również w wersji zimowej.

Konstrukcja kurtki

Berkner Functional to kurtka zaprojektowana z myślą o rowerzystach. Charakterystyczny, wydłużany tył zakrywa plecy nawet przy znacznie pochylonej sylwetce. Kurtka uszyta została z membrany o parametrach wodoodporności zbliżonych do tropików namiotowych. Wprawdzie nie jest typowym windstoperrem, jednak dobrze chroni ciało przed podmuchami wiatru. Wodoodporną membranę podszyto siateczkowatym materiałem od środka. Rękawy kurtki są przyczepiane suwakiem. Dzięki temu w chłodniejsze, ale bezdeszczowe dni kurtka może służyć jako bezrękawnik. Przy wszystkich tych cechach kurtka niewiele waży, a po spakowaniu zajmuje mało miejsca.

Kurtka produkowana jest w dwóch standardowych kolorystykach – czarno-niebieskiej i czarno-czerwonej. Lepszą widoczność zapewniają odblaskowe aplikacje, wszyte na plecach i, ramionach i rękawach.

Producent przewidział również miejsca na drobiazgi – wszyto dwie kieszenie boczne. Na plecach znajduje się natomiast duża, jednokomorowa kieszeń. Służyć może ona do przewożenia drobiazgów, jak również do spakowania kurtki w zgrabną paczuszkę, którą potem możemy np. podwiesić na kierownicy.

Przed zimnem chroni nas również bardzo wysoka stójka. Od środka podszyta jest przyjemnym dla szyi polarem. W stójce znajduje się również kaptur, który możemy wyciągnąć po odsunięciu suwaka. Kaptur został zaprojektowany do zakładania pod kask.

Aby lepiej dopasować kurtkę do naszej sylwetki, przewidziano ściągacz dolny oraz rzepy na mankietach kurtki. Na tułowiu i rekawach ma dość luźny krój, co pozwala w chłodniejsze dni założyć dodatkowy zestaw odzieży.

Ogólne wrażenia estetyczno-jakościowe z wykonania kurtki wypadają bardzo dobrze. Producent nie ustrzegł się jednak kilku błędów, które odkryłem w trakcie użytkowania.

Ogólne wrażenia z jazdy

Jak już pisałem, w kurtce Berkner Functional jeździłem w warunkach zimowych, jak i wiosennych. Było to możliwe dzięki stosowaniu zmiennych zestawów odzieży pod kurtkę. Produkt Berknera z podstawowego zadania – ochrony przed deszczem i wiatrem, wywiązywał się bardzo dobrze. Kilka razy zdarzyło mi się też wykorzystać kurtkę jako bezrękawnik, kiedy to było zbyt zimno, by jechać w samej koszulce kolarskiej. W trakcie użytkowania należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z membraną. I jakiekolwiek rozdarcie lub przetarcie powoduje, że traci ona swoją podstawową właściwość – odporność na deszcz i wiatr.

Po spakowaniu kurtki można ją przewozić na kierownicy, poprzez przywieszenie na dwóch rzepach. Odniosłem jednak wrażenie, że zaczepy te mogą się urwać, więc kurtkę przewożę przeważnie w plecaku.

Łyżka dziegciu

By nie było jednak zbyt kolorowo, muszę powiedzieć o kilku wadach kurtki, które pomniejszają ogólne, pozytywne wrażenia.

Po pierwsze stójka jest zbyt sztywna i wysoka. Nie stanowi to problemu w dni chłodne, kiedy izoluje szyję od zimnego otoczenia. Natomiast w ciepłe dni stójka wyraźnie przeszkadza. Jest dla mnei zbyt ciepła i muszę jeździć bez zasuniętego do końca suwaka. Szkoda, że kaptura, który jest w nią wszyty, nie można odpiąć. Być może zmniejszyłoby to sztywność stójki.

Zwróciłem również uwagę na jakość suwaków zastosowanych w tej kurtce. Są dość delikatnej konstrukcji. Mają też tendencję do zacinania się. W przypadku kieszeni bocznych producent zastosował zaszywki, które zasłaniają suwak. Natomiast suwak główny kurtki nie jest niczym zasłonięty (zastosowano podszywkę z membrany od środka kurtki). Zastanwiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie z przodu laminowanego suwaka lub dodatkowej zaszywki. Innym problemem jest, że suwaki mają tendencję do przyszczypywania zaszywek na kieszeniach bocznych.

Jeżeli jesteśmy już przy kieszeniach, to odczuwam brak kieszeni na klatce piersiowej.

Wcześniej wspominałem, że luźny krój kurtki umożliwia zastosowanie zmiennej liczby warstw ubrań w zależności od pogody. Szkoda, że od wewnątrz nie przygotowano systemu podpinek na polary (niektórzy producenci kurtek do górskich wędrówek stosują taki system).

Luźny krój ma też negatywny wpływ na użyteczność kurtki przy porywistym wietrze. Ściągacz na dole kurtki to zdecydowanie za mało. Łopoczące na wietrze rękawy i poły kurtki powodują znaczne opory. Przydałby się dodatkowy ściągacz na wysokości klatki piersiowej i na ramionach. Z problemu łopoczących poł kurtki nie ma, jeżeli jedziemy z plecakiem o dwupunktowym systemie stabilizacji na klatce piersiowej i na wysokości pasa.

Część uwag przedstawionych powyżej ma oczywiście wymiar typowo indywidualny i spowodowany moim stylem jazdy oraz budową fizyczną.

Jeżeli chodzi o ogólną ocenę kurtki, to myślę, że zasługuje na 4+. Nazwa Functional nie została nadana na wyrost. Możliwość stosowania w dużym zakresie temperaturowym, niska waga i przemyślana budowa sprawiają, że kurtka idelanie nadaje się na wyprawy rowerowe, gdzie możemy być zmuszeni do jazdy w różnych warunkach, a każdy gram dodatkowego wyposażenia ma duże znaczenie.

Plusy:

- odpinane rękawy

- dobre właściwości wodo i wiatroodporności

- stosunkowo niska cena przy dobrej jakości i wszechstronności zastosowania

- możliwość ubierania różnej liczby warst ubrań pod kurtkę

- po spakowaniu można podpiąć do kierownicy

Minusy:

- brak ściągaczy na rękawach i klatce piersiowej

- brak możliwości odpięcia kaptura

- suwaki przyszczypują zaszywki na kieszeniach

Wycieczka rowerowa Warszawa-Siedlce-Warszawa

Written by Kolo on Wrzesień 28th, 2009

Koniec studenckich wakacji postanowiłem okrasić wycieczką, która chodziła mi po głowie ładnych parę dni. Dystans miał być konkretny, bo 200 kilometrowy: do Siedlec i z powrotem. Udało się. 224,1 km w 9 godzin 25 minut. A i wrażeń było po drodze mnóstwo.

Niedziela, wrześniowe słoneczko. Wymarzona pogoda na kilometry. Po przygotowaniu prowiantu na drogę ruszyłem dobrze znaną mi ścieżką rowerową z Ursynowa w stronę Doliny Służewieckiej, a następnie Mostu Świętokrzyskiego. Wygodnie i bezpiecznie.

Po przejechaniu ślimaka, który odkąd pamiętam, jest w remoncie, wjechałem w Płowiecką, a następnie Czecha. Nieprzyjemnie, bo dużo samochodów i brak pobocza. Pas awaryjny zaczął się dopiero w miejscowości Zakręt. Nim dojechałem do samego Mińska Mazowieckiego.

W Mińsku zameldowałem się o 12 i zrobiłem pierwszy postój tego dnia. Przerwa krótka, wykorzystana na fotografowanie ładnego parku i znajdującego się przy nim kościoła. Potem bez problemu znalazłem drogę na Targówkę, w której zrobiłem dodatkowe zapasy. Zjeżdżałem z drogi głównej na poboczne i nie miałem pojęcia, czy spotkam po drodze jakieś sklepy.

Droga wiodła wzdłuż linii kolejowej. Po drodze minąłem miejscowości Mienia i Mrozy. W tej ostatniej miejscowości sfotografowałem dość futurystyczny kościół :). W Grodzisku dopytałem się o drogę. Chciałem konsekwentnie jechać drogą lokalną aż do Siedlec.

Znalazłem przejazd drogą gruntową przez Łączkę. Na gruntówkę trafiłem bez problemów. Droga gruntowa wiodła przez łąki i pastwiska, był to jeden z ciekawszych fragmentów niedzielnej trasy . I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie odbił przedwcześnie w lewo. Tym sposobem zamiast do Łączki, dojechałem do miejscowości Sosnowe.

Był to pierwszy, ale na szczęście jedyny błąd nawigacyjny tego dnia. Nie zawracałem, tylko zmodyfikowałem trasę. Przez Albinów i Kotuń dotarłem do drogi krajowej, a nią po kolejnych 10 km dotarłem do Siedlec. Była godzina 15, więc dość późno.

Już miałem ochotę szukać drogi w kierunku Stoczka Łukowskiego, przez który chciałem wracać do domu, ale postanowiłem jeszcze wjechać do centrum miasta, żeby ze spokojnym sumieniem móc powiedzieć, że zaliczyłem Siedlce ;).

Zatrzymałem się w małym parku przy pomniku Piłsudskiego. Nie omieszkalem zrobić kilku fotek marszałkowi i zegarowi słonecznemu znajdującemu się nieopodal. Już miałem wyjeżdżać z miasta, gdy kątem oka zauważyłem 2 wieże katedry w Siedlcach. Wydały się na tyle ciekawe, że postanowiłem jeszcze tam podjechać. Widok naprawdę godny polecenia :).

Wcześniej zdążyłem zasięgnąć języka i wiedziałem, jak wyjechać na Stoczek Łukowski. To była jedna z krótszych dróg, które wiodły w stronę Warszawy.

Niestety, nie ujechałem nawet 5 km od Siedlec, a złapał mnie niezły kryzys. Nie mogłem się rozpędzić, a żołądek nie bardzo chciał współpracować. I tak przez kolejne 20 km. Na szczęście w okolicy miejscowości Skórzec było już lepiej. I wolniejszym, aczkolwiek równym tempem zmierzałem w stronę Stoczka. Co jakiś czas kontrolowałem mapę i w pewnym momencie stwierdziłem, że zamiast jechać do Stoczka Łukowskiego, skrócę sobie drogę. Minąłem Wodynie, a W Seroczynie odbilem na zachód. Uśmiałem się, gdy dojechałem do miejscowości Żebraczka, bo 15 km wcześniej mijałem miejscowość Żebrak :).

Jako że było już późno, w Lalinach zatrzymałem się przy mijanym sklepie. Nie miałem pewności, czy w nocy trafię na jakiejś wiosce na sklep. Coca Cola i banan okazały się strzałem w dziesiątkę. Kofeina i cukier, tego było mi trzeba.

I rzeczywiście, kolejne kilometry pokonywało mi się już łatwiej. Za Głoskowem skręciłem w prawo. Nie było sensu jechać do Garwolina, żeby potem jechać z powrotem na północ. Zrobiłem więc mały skrót i wyjechałem na drodze krajowej 17. Na drodze było już ciemno. Postanowiłem więc jechać przez Pilawę jako że znałem tą trasę i wiedziałem, że jest tam względnie mały ruch. Poza tym w nagłym przypadku zawsze można było władować się w pociąg do Warszawy.

Na szczęście salwowanie się pociągiem było zbędne. Siła wróciła i szybkim tempem przejechałem przez Pilawę i zmierzałem w kierunku Dziecinowa. Największą głupotą tego dnia z mojej strony było nie przygotowanie się na powrót nocą. Jechałem więc w krótkiej koszulce i spodenkach, przy temperaturze odczuwalnej w granicach kilku stopni. Za Warszawicami wyjechałem na łąki, nad którymi zalegała teraz mgła. Mleczna zupa zalegała również na szosie, co w połączeniu z nikłą poświatą księżycową stwarzało niesamowity klimat. Zabrakło tylko czarownicy na miotle albo innej strzygi ;).

Zmarźnięty, ale na oparach adrenaliny dojechałem do Góry Kalwarii. Za mostem czekał mnie nieduży podjazd, a potem dobrze znana droga do Konstancina-Jeziornej. Zwykle z Konstancina jadę przez Park Kultury w Powsinie. Tym razem postanowiłem jechać drogą główną przez Powsin, a potem ścieżkami na Ursynowie.

Pod domem zameldowałem się o 21. Bilans dnia: 224,1 km w 9 godzin i 25 minut. Najdłuższy samotny przejazd i drugi co do długości na mojej liście wycieczek. Trasa ogólnie dość ciekawa, choć nie ukrywam, że liczyłem na więcej. Nie mniej jednak polecam :).

Na koniec mapka:

Profil wysokości trasy rowerowej

Written by Kolo on Wrzesień 9th, 2009

Od kilku miesięcy używam odbiornika GPS Pentagram PathFinder Logger P3106. Przez ten czas odkryłem, że jazda z GPS daje dużo możliwości. Nie chodzi tutaj jedynie o nawigację w nieznanym terenie, ale również o możliwość dodania mapki z wycieczki, przypisania zdjęć do punktów na trasie, czy wyznaczenie profilu trasy po powrocie do domu :).

Do tej pory korzystałem głównie z możliwości szybkiego tworzenia map moich wycieczek rowerowych. Z opcji przypisywania współrzędnych gps zdjęciom (phototagging) korzystałem sporadycznie, bardziej dla przetestowania dostarczonego z urządzeniem oprogramowania, aniżeli z konieczności. Po ostatniej wyprawie (Szlak latarni morskich 2009) zainteresowałem się także tworzeniem profilów wysokości moich wycieczek rowerowych. I tu zaczęły się schody…

Niestety, o ile GPS dość dobrze loguje trasę (dokładność w zależności od możliwości urządzenia i warunków pogodowych nawet do kilku metrów), kompletnie nie nadaje się do pomiaru wysokości. W przypadku mojego PathFinder P3106 błędy pomiaru w niektórych przypadkach wynosiły nawet kilkaset metrów (zapis wysokości 400 metrów w miejscu, w którym wysokość nad poziomem morza wynosiła niecałe 100 metrów)

Profil wysokości z takimi błędami jest kompletnie nieprzydatny. Postanowiłem więc poszukać odpowiedniego rozwiązania.

Altitude Resolving Tool

Pierwszym rozwiązaniem, które znalazłem, jest aplikacja do Google Maps o nazwie Altitude Resolving Tool. Skorzystać z tego programu można na dwa sposoby.

1) za pośrednictwem Google Maps

Po zalogowaniu do serwisu Google Maps przy tworzeniu nowej mapy należy wybrać opcję „Dodaj zawartość” i w wyszukiwarce elementów Google Maps wpisać „Altitude Resolving Tool” i nastęnie zaznaczyć opcję „Dodaj do mapy”. Po dodaniu narzędzia należy wybrać opcję „Powrót do Map Google”. Na mapie zaznaczamy kolejne punkty trasy, dla której chcemy wyrysować profil i klikamy „Draw altitude profil”. Obrazek z profilem pojawi się w lewej ramce.

2) za pomocą strony domowej tego API

Dostępny na stronie www.topocoding.com. W zakładce „An example with Google map” należy powtórzyć operację wybierania punktów, a następnie kliknąć przycisk „Update altitude profile”. Obrazek wyświetli się pod mapą.

Niestety, Altitude Resolving Tool nie nadaje się do przypisywania profilów utworzonym już mapkom (albo ja po prostu nie potrafię tego zrobić). W każdym razie jeżeli już muszę korzystać z tego narzędzia, to przed wyjazdem i za pomocą metody 2. Interfejs Google Maps jest kompletnie nieprzyjazny i dlatego z metody 1 świadomie rezygnuję.

GPS Visualizer

Druga metoda stworzenia profilu idealnie nadaje się w przypadku, gdy mamy już logi GPS z trasy, ale wysokości przypisane punktom trasy są nieprawidłowe. W tym celu wykorzystamy GPS Visualizer. GPS Visualizer to zestaw różnych narzędzi dostępnych na stronie www.gpsvisualizer.com (i co ważne, jak dotąd bezpłatnych). Jednym z nich jest narzędzie Look up elevations. W narzędziu tym należy uploadować plik .gpx z dysku (ograniczenie rozmiaru pliku – 1,5 MB), a następnie wybrać interesującą nas opcję. Możemy albo konwertować plik i dodać do niego wysokości, albo jedynie wyrysować profil trasy.

Osobiście polecam tą stronę, gdyż oprócz omawianego narzędzia umożliwia dużo więcej operacji związanych z tworzeniem map. Jedyną wadą GPS Visualizer sposób, w jaki prezentowane są profile wysokości tras o długościach większych niż 100 km. Na profilu „nie mieszczą się” setki, co widać na przykładowym profilu poniżej.

Profil wysokości - GPSVisualizer

Profil wysokości - GPSVisualizer

 

GPSIES.com

Ostatnią metodę odkryłem przez przypadek, gdy chciałem porównać rezultaty tworzenia profilów tras rowerowych w GPSVisualizer z GPSies.com. W moich relacjach z wycieczek wykorzystywałem dotąd serwis gpsies.com do prezentowania mapek, gdyż w przeciwieństwie do Google Maps zawsze prawidłowo wyświetla trasy w przeglądarce Opera oraz prezentuje na mapie profil wysokości trasy. Niestety, GPSies tworzy profile wysokości w oparciu o dane przypisane trasie przez odbiornik GPS. W momemcie, gdy odbiornik zarejestruje nieprawidłową wysokość, profil wycieczki rowerowej będzie również nieprawidłowo narysowany.

Jest jednak sposób, aby obejść ten problem. Mianowicie, po zaimportowaniu do serwisu gpsies.com trasy i stworzenia mapki przy profilu wysokościowym trasy należy wybrać opcję Wrong altitude? Recalculate!”. Szkoda tylko, że nowe wysokości nie od razu zostaną dodane do trasy. Należy odczekać kilka godzin.

Na koniec zamieszczam porównanie profilów tras rowerowych utworzonych za pomocą GPSIES.com i GPS Visualizer.

 

GPSIES.com vs GPS Visualizer

Do porównania wykorzystałem zapis jednej ze swoich wycieczek rowerowych. Trasa miała długość ok. 38,9 km. Błędne pomiary wysokości (maksimum 388 m n.p.m) spowodowały, że profil był niewiarygodny.

Dane profilu oryginalnego według GPSIES.com:

Różnica wysokości 281 metrów (wysokość od 107 do 388 metrów)

Profil wysokości przed korektami na GPSies.com:

Oryginalny profil na GPSies.com

Oryginalny profil na GPSies.com

Profil wysokości przed korektami na GPSVisualizer:

Oryginalny profil GPSVisualizer

Oryginalny profil GPSVisualizer

 

Te same profile po zaktualizowaniu wysokości przedstawiam poniżej:

GPSies.com:

 

 

 

Profil wysokości po korektach

Profil wysokości po korektach

 

 

GPSVisualizer:

 

Profil po korektach

Profil po korektach

Okazuje się, że po poprawieniu wysokości za pomocą gpsies.com i GPS Visualizer otrzymaliśmy dokładnie taki sam rezultat. Oznacza to, że obydwie aplikacje działają w oparciu o tą samą bazę danych. Z którego więc serwisu korzystać?

Wszystko zależy od indywidualnych preferencji. GPS Visualizer generuje osobny plik .png z profilem wysokości trasy. Natomiast w serwisie gpsies.com nie można pobrać samej wysokości, trzeba zrobić zrzut ekranu. Wykres wyrysowany w serwisie gpsies.com jest nieco mniejszy. GPS Visualizer podaje dane z dokładnością do dziesiątych części metra. Profile wysokości wyrysowane przez GPS Visualizer wydają się bardziej czytelne, między innymi dzięki zastosowaniu kolorowania linii wykresu w zależności od wysokości. Natomiast legenda jest bez wyjaśnień i trzeba się domyślać.

Mój wybór ostatecznie padł na gpsies.com. Co prawda profile wyrysowane przez ten serwis są nieco mniej czytelne, ale miniaturka profilu jest wyświetlana na mapie wycieczki. W przypadku GPS Visualizer musiałbym stworzyć mapkę na bazie Google Maps za pomocą interfejsu dostępnego na stronie, a osobno wstawiać obrazek z trasą. Trwałoby to więc dłużej, a poza tym musiałbym korzystać z Google Maps, które wyświetlają się nieprawidłowo w Operze i bywają kapryśne.

Zapraszam do dzielenia się własnymi doświadczeniami tworzenia profilów wysokości wycieczek rowerowych.