Leniwe popołudnie, około 16. Opustoszały akademik erasmusów w Tilburgu. Przeraźliwy dzwonek… brak reakcji… znowu… brak reakcji… i znowu. Piotrek nie wytrzymuje i idzie otworzyć drzwi na piętro. Gość o cygańskiej aparycji pyta się coś łamanym angielskim… chwila zastanowienia… No, Thanks. Po zamknięciu drzwi pytam się Piotrka, o co chodziło… Nie wiem, ale pewnie chciał mi sprzedać jakiś lewy rower…
To tylko jedna z wielu historii rowerowych, które przytrafiły mi się na tegorocznej majówce, którą spędziłem w Holandii. Wyjazd miał być imprezowo-turystyczny, ale bez roweru. Mimo wszystko z przyjemnością i nieskrywaną zazdrością obserwowałem to, co w zakresie infrastruktury rowerowej i ogólnie pojętej kultury, ba, rowerowego kultu, stworzyli Holendrzy.
W zasadzie ciężko ten zastany obrazek opisać, to trzeba po prostu zobaczyć. Stąd też w Holandii robiłem zdjęcia dosłownie wszystkiego, co ma dwa kółka i jest napędzane ludzką siłą. Tym bardziej, że w przypadku niektórych pojazdów można było się zastanawiać – czy to jeszcze rower. Zapraszam więc na przyspieszoną wycieczkę po Holandii, rowerowym raju.

Typowy rower holenderski ma charakterystyczne, białe wykończenie błotnika
W zasadzie wycieczkę można zacząć od miejsca, w którym zamieszkaliśmy przez kilka dni, czyli od akademika. Widok z okna to krajobraz po bitwie – rowery pod latarniami, płotami, tarasujące drogę dla samochodów, leżące w krzakach. Część w przyzwoitym stanie, znakomita większość pordzewiała, nie kwalifikująca się do użytku.

Krajobraz po bitwie, czyli rowerowy parking pod akademikiem
Rowerów na parkingach jest więcej, niż samochodów. Rower służy, żeby pojechać do sklepu, na zajęcia, na imprezę. Tutaj warto opowiedzieć jedną z anegdotek. Piotrek jedzie rowerem na imprezę, popijając wino. Zatrzymuje go policja. Przyzwyczajony do polskich realiów, Piotrek spodziewa się mandatu i odebrania prawa jazdy. Policjant jednak spokojnie wyjaśnia Boy, don’t drink while you are riding. You should stop, drink, and then go. Bez komentarza ;).
Nie jest tak, że rowerem w Holandii jeździ tylko młodzież. Rower to pojazd codzienny dla wszystkich. Popatrzcie tylko na poniższe zdjęcia.

Na rowerze można jeździć w szpilkach...

... i w garniturze

Można też wozić dzieci :)
Szpilki, garnitur, czy dziecko absolutnie nie przeszkadzają, żeby podróżować rowerem. A skoro jesteśmy przy dzieciach, to zerknijcie na kilka rowerów, które służą do przewożenia dzieci w Holandii.

Rower dla dorosłego i dwójki maluchów

Dodatkowe siodełko na ramie

W wersji z fotelkiem i dodatkowym siodełkiem na ramie

W wersji komfort - z owiewką dla dziecka
Powyższe zdjęcia stanowią najlepsze świadectwo pomysłowości Holendrów. Pomysły te są dużo ciekawsze, niż spotykane w Polsce przyczepki zaczepiane na sztycy lub przy piaście, czy foteliki montowane na bagażniku.
W Holandii rowerem przewozi się nie tylko dzieci, ale także zakupy. I to wcale nie małe… Wystarczy popatrzeć na ten ciężki sprzęt:

Rowerowa ryksza do zadań specjalnych

Z osłoną przeciwdeszczową

Do przewozu ludzi... to też towar ;)

I ostatnia w klimacie transportowym
Przebywając w Holandii można odnieść wrażenie, że nie ma dwóch identycznych rowerów. Są rowery stare i nowe, rowery zardzewiałe i lśniące nowością. Są rowery zniszczone, rowery bez kół (skradzione, bo były zakręcane szybkozamykaczem) czy siodełek. A propos kradzieży, to okazuje się, że Holendrzy mają z tym problem. Nie zawsze to jednak wynika z chęci zarobku złodzieja. Czasem rower kradnie ktoś, kto musi się szybko dostać z jednego miejsca na drugie. Widząc niezabezpieczony rower, pożycza go sobie. A że rowerów w małych i dużych miastach są setki tysięcy, to czasem nie sposób znaleźć roweru, który przejechał zaledwie kilka ulic i został odstawiony pod płot.
Skoro drążymy już temat kradzieży, to warto przyjrzeć się holenderskim zabezpieczeniom przed kradzieżami rowerów. Najbardziej banalne są potężne kłódki i ważące 1-2 kg zardzewiałe łańcuchy. Są też znane dobrze w Polsce kiełbasy, czy U-locki. Ale stosuje się też wiele wbudowanych zabezpieczeń. Jednym z bardziej standardowych jest zamontowana na stałe kłódka, która blokuje tylne koło roweru.

Oryginalne zabezpieczenie - blokada tylnego koła
Zabezpieczenia te montuje się seryjnie również w nowych rowerach.

Piękne, nowe rowery z blokadą tylnego koła
Rower w Holandii ma mimo wszystko ciężki los. Na ogół jest skazany na garażowanie pod chmurką. Jeżeli należy do kategorii tych lepszych, to koniecznie zabezpieczony przed kradzieżą poprzez wbudowane zabezpieczenie. Musi być komfortowy. I zabezpieczać przed różnymi warunkami atmosferycznymi (przecież jadąc do pracy, nie można pobrudzić garnituru). Powinien dać możliwość zawiezienia dzieci do przedszkola, przewiezienia dużych zakupów. I w ten sposób rysuje nam się rower wielozadaniowy (multi-purpose bicycle). Rower ten ma zabudowany napęd (nie rdzewieje pod chmurką), pełne błotniki z osłonami bocznymi, solidny bagażnik, ewentualne dobudówki dla dzieci i wygodną kanapę do siedzenia. W czytaniu tych potrzeb wydają się przodować marki Sparta, Gazelle. Choć oczywiście jest cała masa rowerów no-name, każdy oryginalny na swój sposób.

Powszechny efekt garażowania pod chmurką. Jak sobie z tym radzić?

Najlepiej tak :)
Na koniec słówko o infrastrukturze, która zdecydowanie sprzyja Holendrom. Miasta wydają się być nie-zatłoczone. Zarówno piesi, jak i rowerzyści, mają szerokie ścieżki dla siebie. Przy czym w niektórych miastach ścieżki rowerowe są szerokie na dwa pasy :).

To, czego możemy zazdrościć - infrastruktura rowerowa
Oprócz ścieżek, w Holandii na pewno spotkacie olbrzymie parkingi rowerowe park&ride. W mniejszych, i większych miastach.

Parking dla rowerów przy dworcu kolejowym w Tilburgu

Dla tych, co wolą zostawić rower przy stacji w bezpiecznym miejscu

Dwupoziomowy rowerowy park&ride przy dworcu w Hadze
Ale to, co jest najważniejsze w infrastrukturze rowerowej Holandii, to uprzywilejowanie. Z tego, co powiedzieli mi znajomi w Holandii, to rower stanowi pojazd największego uprzywilejowania w tym kraju. W wypadku z udziałem rowerzysty ten ostatni jest zawsze niewinny.

Rowerowy ruch w Amsterdamie
Oczywiście część rowerzystów zapyta się, dlaczego nie może być tak w Polsce. Czytałem już wiele głosów na temat tego, jak traktowany jest rowerzysta w Polsce… i jak rowerzysta traktuje innych. Ten drugi aspekt wydaje się nie mniej ważny. Bo fakt, że kierowcy nie szanują rowerzystów, nie respektują ich praw, a często narażają swoim zachowaniem na zagrożenie życia, to rzecz normalna. Warto jednak zwrócić uwagę, że rowerzyści w Polsce też nadużywają przywilejów związanych z jazdą ścieżką rowerową. Agresywna jazda, niebezpieczne wymijanie pieszych, nieuprzejme zachowanie, gdy ktoś idzie ścieżką rowerową. To codzienne sytuacje na ścieżkach rowerowych. Rowerzyści zapominają, że ścieżka rowerowa jest tym samym dla nich, czym dla pieszych chodnik – służy do przemieszczania się, a nie do jazdy sportowej. Chcesz się ścigać – jedź za miasto.

Holendra można mieć za 200 euro
Będąc w Holandii nieopatrznie wszedłem na ścieżkę rowerową, nie zauważyłem jadącego za mną rowerzysty. Ten użył dzwona i się zatrzymał. Przeprosiłem będąc pewnym, że zaraz usłyszę wiązankę. Odpowiedź w postaci normalnego No problem… i uśmiech. Więcej takich postaw w Polsce i również w Polsce na dwóch kółkach będzie jeździło się lepiej.

I jedzie się przyjemnie :)


