Wyjazdy turystyczne

...now browsing by category

Relacje z wyjazdów bez roweru. W Polskę i za granicę.

 

Jak poruszać się po Rumunii…

piątek, Październik 3rd, 2008

… żeby nie zbankrutować.

Dwa tygodnie podróżowania po Rumunii, przejazd od przygranicznej Oradei, przez miasta Sighisoara i Brasov, stołeczny Bukareszt, aż po czarnomorską Constancę i bukowińską Suczawę zaowocowały bagażem doświadczeń. Od łapania stopa, aż po pociągi. Przypadkowo udało się nam też podjechać starą furmanką :).

Najprościej… na stopa

Gdy byłem w Moskwie, czy też na ukraińskim Krymie, byłem pod wrażeniem systemu marszrutek. Ale podobny system wzorowo działa również w Rumunii. Zatrzymują się tutaj wszyscy. Od najpopularniejszej Dacii Logan 1,4, aż po wielkie samochody ciężarowe. Niektórzy przechodzą na zawodowstwo i tworzą ze swoich małych busików, czy nawet samochodów osobowych, swoistego rodzaju taksówki-okazje. Na drogach wylotowych miast co chwila ktoś wysiada z samochodu, by dosłownie za moment wsiąść do następnego. Prawdopodobieństwo dłuższego oczekiwania jest raczej minimalne.
Mimo dobrych chęci nam nie udało się skorzystać z takiego systemu. 3 autostopowiczów z potężnymi plecakami mogłoby zniechęcić każdego kierowcę. Ci natomiast, którzy posiadali busiki, widzieli w nas przede wszystkim obcokrajowców z zasobnym portfelem. Ich propozycja ceny za kurs przekraczała to, co płaciliśmy, wsiadając do autobusu. Nie mniej jednak warto spróbować, ludzie są na ogół życzliwi i chętnie pomagają, choć w wyrażeniu tego często przeszkadza bariera językowa.

Transport publiczny, czyli autobus i pociąg

Jeżeli nie podróżujemy po absolutnych pustkowiach, to na ogół nie powinnniśmy mieć problemu z podróżowaniem transportem publicznym. Autobus dociera do większości miejscowości. W tych mniejszych zdarza się tak, że w danym kierunku autobus odjeżdża raz lub dwa dziennie (wczesnym rankiem i późnym popołudniem). Linie kolejowe nie są gęste, jak w Czechach, ale podobne do polskich. Większe miasta mają swoje węzły kolejowe, a przejazd koleją jest nieco tańszy, niż w Polsce. Do wyboru są 4 rodzaje pociągów (od osobowego, poprzez 2 rodzaje przyspieszonych, aż po pociągi intercity).
Niestety, transportem publicznym nie wszędzie dojedziemy, zwłaszcza podróżowanie po bardziej odludnych regionach Rumunii może być problematyczne. Poza tym przewoźnicy rumuńscy nie honorują zniżkami studentów z zagranicy i traktują ich w taryfikatorach jak dorosłych.

Własny samochód

Podróż własnym samochodem okazuje się najlepszym rozwiązaniem zarówno pod względem dojazdu do Rumunii, jak i podróżowania po tym kraju. Sieć stacji beznynowych jest stosunkowo gęsta, a benzyna tańsza, niż w Polsce. Należy jednak uważać na to, co lejemy do baku. W Rumunii, jak  w wielu innych krajach wschodniej Europy, na stacjach benzynowych popularne są paliwa niskooktanowe.
Własny samochód pozwoli nam zabrać więcej bagażu, da też możliwość bardziej elastycznego planowania podróży po kraju. Dużo łatwiej będzie nam dojechać do Żelaznej Bramy, czy też Delty Dunaju. Należy jedynie uważać na przestrzeganie przepisów w ruchu drogowym i ostrożnie wybierać drogi, bo niektóre z nich, zwlaszcza niższych rzędów, pozostawiają wiele do życzenia.

Mania lekkości – kilka porad, jak odchudzić bagaż

wtorek, Wrzesień 23rd, 2008

Przed każdym wyjazdem, czy jest to kiludniowy wypad turystyczny do jakiejś europejskiej stolicy, wypad w góry, czy rowerowy rajd, długo się zastanawiam, co ze sobą zabrać. Szczególnie długo myślałem, co spakować, przed rajdem rowerowym po Polsce w sierpniu 2008.

Na rajdzie rowerowym pakowanie jest bardzo ważne, zwłaszcza gdy jedziemy razem z bagażem – czy to w sakwach, czy na przyczepce rowerowej. Nie ma mowy o wiezieniu zbędnych rzeczy, bo dzienne przeloty rzadko kiedy są poniżej 100 km.

 Oto kilka porad, jak odchudzić bagaż:

  1. Śpiwór - w zależności od pory roku możemy wybierać między ciężkimi śpiworami puchowymi i cienkimi z syntetyków. Te ostatnie są dużo lżejsze i mają małą objętość. Jeżeli Twój wyjazd odbywa się w lato, polecam te ostatnie.
  2. Odzież - absolutnie nie bierzemy ubrania na każdy dzień. Lepiej ograniczyć się do kilku sztuk wysoko gatunkowej odzieży, która zapewni większy komfort. Zamiast koszulek bawełnianych polecam stroje kolarskie. Są lżejsze, szybciej schną, co ułatwia pranie na wyprawie.
  3. Kosmetyki – zapewniam, że na wyprawie można się obyć bez pewnych kosmetyków. Zamiast wielkich butli szamponu i żelu weźcie saszetki jednorazowe lub mniejsze opakowania. Pianka do golenia może zostać w domu. Golenie „na sucho” nie jest straszne.
  4. Namiot - nie warto brać wielkiego namiotu rodzinnego, żeby zmieścili się uczestnicy wyprawy i ich rowery. Lepiej kupić mały namiot dla kolarzy i bagaży, którego waga nie przekroczy 3 kg. Na noclegu rowery spinamy i zostawiamy na zewnątrz lub na przechowanie w jakiejś komórce.
  5. Jedzenie - nie zawsze się da, ale jeżeli jedziecie przez zaludniony region, to raczej nie ma sensu przez cały dzień wieźć zrobionych rano zakupów. Lepiej kupować na bieżąco, a postoje robić przy sklepach.
  6. Wspólne gadżety – jedziesz na wyprawę w grupie? Dogadajcie się, co kto zabiera, żeby nie wieźć niepotrzebnie rzeczy. Zamiast kilku aparatów fotograficznych wystarczy jeden i kilka pożyczonych kart pamięci. Narzędzia nie muszą się powtarzać, wystarczy jeden komplet na grupę.

Czy macie swoje przemyślenia dotyczące odchudzania bagażu? Efekty mojego odchudzania – 60 litrowe worki na 2 tygodniową wyprawę rowerową – zapełnione tylko w połowie (te z lewej).

worki wyprawowe do przyczepki extrawheel

pozdrawiam,

Rafał

Podróże kształcą

sobota, Wrzesień 20th, 2008

… czyli kilka słów o polityce sprzedaży miejscówek w PKP. I jaki robi się przez to nieporządek…

 Wczoraj wróciłem z 4-dniowego wypadu do Gdańska. Praca i imprezy, trochę mniej turystyki. Ale nawet taka podróż okazała się bardzo kształcąca. O ile do Gdańska jechałem pociągiem pospiesznym, o tyle z powrotem zdecydowałem się na TLK, który był o 2 godziny szybszy, a nieznacznie droższy.

Niestety, kasjerka zakomunikowała, że są tylko miejsca stojące. Spoks, myślę: zaoszczędzę 5 zeta na miejscówce i posiedzę na korytarzu. Tutaj zostałem zaskoczony kolejny raz. Pani wcisnęła mi do biletu miejscówkę (i tu cytuję) bez wskazania miejsca do siedzenia. Niezła ta miejscówka ;).

Na miejscówce wyczytałem zresztą, że jeżeli nie zajmę żadnego miejsca, to otrzymam zwrot. Więc luzik. Jestem w pociągu, zgodnie z postanowieniem siadam sobie na korytarzu. Pociąg zresztą dość napchany, choć bywało gorzej. W przedziałach są wolne miejsca, pewnie miejscówki na nie wykupiono na stacjach po drodze… Przychodzi konduktor, więc się pytam, jak z tym poświadczeniem, że nie wykorzystałem miejsca. Konduktor na to, że miejsca są i mam sobie siąść. Nie mogę sam sobie wybierać, czy chcę, czy nie chcę skorzystać. Są miejsca i koniec…

Chcąc nie chcąc, miejsce w przedziale zająłem. Spytacie się, dlaczego ta polityka nie podoba mi się? No cóż, odpowiedź jest prosta. Z miejscówkami jest wieczne zamieszanie. Ludzie w pociągach z rezerwacją miejsc nie potrafią się zachować. Mają wyznaczone miejsca, a i tak siadają, jak im wygodnie. A potem awanturują się, jak przychodzi pasażer z miejscówką. Co za różnica? A właśnie taka, że tworzy się łańcuszek osób, których miejsca są zajęte i muszą podsiąść kogoś innego. Ileż przy tym gardłowania, obrażania się i wrzasków. Poza tym postawcie się w sytuacji pasażera z miejscówką bez wskazania miejsca do siedzenia. Siada sobie w Gdańsku na wolnym miejscu, bo i tak wydał pieniądze na „miejscówkę”, a potem na każdej stacji zastanawia się, czy przyjdzie pasażer, który wykupił to siedzenie.

Taka sytuacja to naprawdę nic przyjemnego, bo na bilety wydało się tyle samo, a jednak trzeba ustąpić. Powiecie: bilet ten wydaje się „na życzenie podróżującego”. Ja jednak wolałbym mieć pozostawione do wyboru, czy decyduję się usiąść na czyimś miejscu, czy też siedzieć na korytarzu i otrzymać z powrotem moje 5 zł.

A dla nierentownego PKP 5 zł z pasażera to zawsze coś. Wina leży też po stronie pasażerów, którzy zachować się nie potrafią, nie mniej jednak polityka PKP nie podoba mi się. A Wy co o tym myślicie?

 pozdrawiam,
Rafał