Akcesoria i odzież

...now browsing by category

 

Pedały platformowe vs pedały zatrzaskowe spd

niedziela, Czerwiec 26th, 2011

Ostatnie pytania na blogu, niedawny zakup pedałów zatrzaskowych przez mojego kolegę oraz własne przemyślenia po czterech latach użytkowania spd skłoniły mnie do napisania jeszcze raz w temacie pedałów rowerowych.

Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć na pytanie – czy amator intensywnie jeżdżący na rowerze powinien kupić spd? Jeżeli lubisz sportową jazdę na rowerze i zastanawiasz się, czy warto inwestować w pedały zatrzaskowe, ten wpis może okazać się pomocny.

Pedały platformowe oraz wpinane spd stanowią dwa skrajne rozwiązania przekazywania siły na napęd rowerowy. Wśród osób zaczynających przygodę z rowerem powszechne jest przekonanie, że pedały zatrzaskowe to domena ścigających się profesjonalistów. Tymczasem na drogach coraz częściej widać amatorów w spd.

O ile pedały platformowe są pojęciem zrozumiałym, to w kwestii pedałów zatrzaskowych niezbędne jest pewne wyjaśnienie. W tym wpisie często będę stosował skrót myślowy spd=pedały zatrzaskowe=pedały wpinane. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. SPD to jeden z systemów wpinania pedałów, opracowany przez Shimano. Dzięki powszechnej renomie tej firmy, spd są najbardziej znanym systemem zatrzaskowym, ale nie jedynym.

Kilka słów o platformach na początek… Pedały platformowe stanowią zazwyczaj podstawowe wyposażenie każdego nowego roweru (ewentualnie rowery wyższej klasy sprzedaje się bez pedałów, a rowery szosowe z „dostawką” w postaci nosków). Największą zaletą jazdy w platformach jest ich uniwersalność. Możemy w zasadzie w dowolnych butach jeździć na pedałach platformowych, oczywiście w granicach rozsądku. W Holandii widywałem panie jeżdżące w szpilkach, ale komfort i bezpieczeństwo takiego rozwiązania są tutaj dyskusyjne. Pedały platformowe zdają egzamin  przy wycieczkach rowerowych na średnich dystansach, o wyjazdach „po bułki” nie wspominając. O ile nasze obuwie jest wygodne, to nie będziemy mieli problemów z bólem stóp przy pokonywaniu długich dystansów. Są jednak też pewne niedostatki…

Wady pedałów platformowych to przede wszystkim mniejsza efektywność przenoszenia siły na napęd (część energii zużywamy na kontrolę położenia stóp na pedałach).  Dyskomfort poczujemy przede wszystkim w czasie deszczu (ślizgające się stopy na pedałach) oraz na podjazdach (mniejsza efektywność pedałowania. Warto również odnotować gorszą kontrolę roweru w trudnych warunkach terenowych. Oczywiście, niektóre wady platform można wyeliminować. Specjalne pedały o większej, antypoślizgowej powierzchni (lub z kolcami) ograniczają ślizganie. Efektywność pedałowania można minimalnie zwiększyć zmieniając plastikowe pedały na metalowe (większa sztywność). Jednak trudno nam będzie poprawić efektywność podczas pedałowania pod górkę czy kontrolę roweru w terenie.

Tutaj z pomocą przychodzi nam rozwiązanie z drugiego bieguna, a więc zastosowanie pedałów zatrzaskowych. Jednym z głównych argumentów stosowanych przez sprzedawców w sklepach rowerowych jest większa efektywność na podjazdach – wtedy czuć największą różnicę między platformami a zatrzaskami. Całkowicie się z tym zgadzam. Niedawno miałem możliwość poczucia tej różnicy, kiedy mój kolega kupił nowy rower.  Standardowo rower był wyposażony w pedały platformowe.  Kiedy razem zdobywaliśmy 200 metrowy podjazd koło Lasu Kabackiego, kolega zostawał wyraźnie w tyle. Po 3 tygodniach kupił sobie pedały spd. Na tym samym podjeździe jechał równo ze mną.

Równie ważnym argumentem przemawiającym za spd jest lepsza kontrola roweru. Kiedy zakopywałem się w piaszczystym terenie (opony 1,28 nie nadają w teren),  pedały platformowe nie dawały szans utrzymania roweru.  Natomiast w spd jechałem z uślizgiem koła, ale rower z powodzeniem wyprowadzałem z piasku. Innym przykładem jest pokonywanie zakrętów. W spd jest możliwe dużo ciaśniejsze i szybsze wchodzenie w zakręt bez ryzyka utraty kontroli. Dzięki przypięciu stóp do pedałów można się skupić na balansie człowiek-rower tak, aby wyprowadzić rower z zakrętu.  Przy pedałach platformowych balans nogami był ograniczony – ze względu na konieczność kontrolowania ułożenia stóp na pedałach. Powyższe przykłady nie wyczerpują listy zalet rozwiązania w postaci pedałów spd. Dla mnie były jednak decydujące, gdy wybierałem własny zestaw.

Dla osób wybierających między platformami a pedałami wpinanymi kluczowe będą jednak wady tych ostatnich. Przede wszystkim – cena, wszechstronność oraz bezpieczeństwo.  Być może moje uwagi w tych trzech tematach dadzą Wam możliwość podjęcia decyzji, czy warto inwestować w spd?

Jednym z głównych ograniczeń przy zakupie systemu spd jest cena takiego zestawu. Zakup pedałów, specjalnych butów i bloków, które stanowią łącznik między butami a pedałami, może stanowić spory wydatek dla domowego budżetu. Mowa tutaj nawet o kilkuset złotych. Przy czym rozpiętość cenowa między najtańszymi a tymi droższymi zestawami jest znaczna. Załóżmy jednak, że mamy do czynienia z osobą jeżdżącą sportowo/turystycznie, tzn. robiąca wycieczki w granicach kilkudziesięciu kilometrów z dość wysoką średnią (25-30 km/h), przebiegi roczne ok. 3 tys. km. Jeżeli zdecydujemy się na sprzęt Shimano (który wcale nie wypada drogo), możemy kupić już ciekawy zestaw za ok. 280 zł. Rozbijając tę kwotę na detale, za pedały zapłacimy ok 90 zł (najbardziej znane pd 520, doskonała relacja cena/jakość). Buty to koszt od 150 zł (np. sznurowane shimano mt32 o parametrach turystycznych)  wzwyż (za najtańsze buty do jazdy sportowej/terenowej zapłacimy ok. 200 zł, np.  Shimano M077, z rzepami). Bloki do pedałów kosztują 40 zł, ale można je spotkać w zestawach (zarówno z pedałami, jak i z butami).  Można nieco oszczędzić, kupując pedały spd lub buty innych firm (oferty w serwisach aukcyjnych, jak i na stronach sklepów rowerowych).

Jak widać, wydatek ok. 300 zł (minimum!) to spora inwestycja w stosunku do całego roweru. Zestaw taki powinien jednak służyć latami.

Równie często podnoszonym argumentem jest wszechstronność pedałów spd. Chodzi tutaj o problem komfortowego chodzenia w spd (np. w trakcie turystycznych wyjazdów) oraz korzystania z roweru w codziennych czynnościach (dojazd do pracy, sklepu). Co do wygody chodzenia, wszystko zależy od modelu butów, na które się zdecydujecie. Tańsze, o typowym zastosowaniu turystycznym zostały zaprojektowane tak, żeby gwarantowały również wygodę chodzenia. Oczywiście jest szansa, że metalowy blok, który jest wkręcony w podeszwę, zazgrzyta na nierównym podłożu. Ale nie ma ryzyka uszkodzenia, a chodzenie w takich butach trochę przypomina chodzenie w butach do turystyki górskiej, gdzie podeszwa również cechuje się określoną sztywnością. Jeżeli zdecydujecie się na zestaw bardziej sportowy (typowe buty mtb), to z chodzeniem możecie mieć problem. Producenci ułatwiają sprawę, opisując modele, które są zaprojektowane również z myślą o komfortowym chodzeniu. Zawsze też warto przymierzyć buta i przejść się w nim (w ten sposób ja zdecydowałem się na Shimano SH-M072).

Są jednak sytuacje, w których nawet komfortowe buty spd są nie do przyjęcia (wyobraźmy sobie chodzenie w biurze w butach spd). Rozwiązaniem wówczas jest kupno adaptera do pedałów (forma jednostronnej nakładki na pedał, która imituje platformę) lub inwestycja w pedały typu dual-choice (w skrócie pedał zatrzaskowy obudowany dodatkowo platformą).  Wówczas możemy korzystać z tych samych pedałów do jazdy zarówno  w butach spd, jak i w zwykłych butach.

Ostatni, aczkolwiek bardzo istotny element to bezpieczeństwo. Wiele osób ma obawy przed kupnem spd związane z bezpieczeństwem wypinania się. Okazuje się, że  początkowy szok związany z przypięciem się do roweru bardzo szybko mija i o istnieniu spd zapomina się do momentu, aż zatrzymujemy się. Warto sobie wyrobić nawyk przekręcania nogi w bok (wypięcie buta z zatrzasku pedała), w innym wypadku będziemy zaliczali upadki przy zerowej prędkości ;).  Śmiem twierdzić, że w pewnych sytuacjach przypięcie się spd poprawia bezpieczeństwo (wspomniana już lepsza kontrola roweru) . W celu ograniczenia ryzyka upadku dobrze jest na początku poluzować sprężynę wypinania, żeby komfortowo i bez wysiłku wypiąć nogę. Może mieć to przełożenie na efektywność pedałowania (mniejsza sztywność). Ale po opanowaniu wypinania można poprawić ustawienia.

Jak już było wspomniane na początku, omówiłem dwa skrajne rozwiązania przenoszenia siły na napęd. Między tradycyjnymi pedałami platformowymi oraz pedałami zatrzaskowymi istnieją jeszcze pośrednie rozwiązania – pedały dual-choice oraz noski. Ale szczegółowa analiza tych półśrodków to temat na kolejny wpis.

Berkner Functional – testy

poniedziałek, Październik 12th, 2009

Berkner Functional na lato – testy rowerowej kurtki przeciwdeszczowej na lato. Moje Wrażenia z użytkowania.

Tuż przed rozpoczęciem sezonu zaopatrzyłem się w kurtkę rowerową z membraną. Wybór nie był prosty, a i ceny momentami zaporowe. Wydaje mi się, że znalazłem jednak złoty środek między jakością a ceną w postaci kurtki Berkner Functional. Ta niepozorna wiatrówka okazała się bardzo wszechstronnym ciuszkiem.

Przez kolejne kilka miesięcy testowałem możliwości tej kurtki. Już na początku, bo w marcu, 3 dni po zakupie, „udało” mi się rozedrzeć ją po spotkaniu z krawężnikiem. Ale z dwojga samochód-krawężnik wybrałem to drugie.

Tutaj z pomocą przyszedł mi producent, który po zapoznaniu się z moim problemem chętnie podjął się naprawienia membrany. Takiego profesjonalizmu życzyłbym sobie od każdej polskiej firmy.

Wracając już do samych wrażeń z użytkowania, kurtka przeszła wszystkie możliwe warunki, może z wyjątkiem jazdy na mrozie. Ale poza mrozem nie ominął jej mokry śnieg, porywisty wiatr, deszcz, błoto. Jeździłem w niej w temperaturach od ok. + 5 st.C do około 20 st.C. Warto dodać, że jest to kurtka w wersji letniej. Producent oferuje kurtkę Functional również w wersji zimowej.

Konstrukcja kurtki

Berkner Functional to kurtka zaprojektowana z myślą o rowerzystach. Charakterystyczny, wydłużany tył zakrywa plecy nawet przy znacznie pochylonej sylwetce. Kurtka uszyta została z membrany o parametrach wodoodporności zbliżonych do tropików namiotowych. Wprawdzie nie jest typowym windstoperrem, jednak dobrze chroni ciało przed podmuchami wiatru. Wodoodporną membranę podszyto siateczkowatym materiałem od środka. Rękawy kurtki są przyczepiane suwakiem. Dzięki temu w chłodniejsze, ale bezdeszczowe dni kurtka może służyć jako bezrękawnik. Przy wszystkich tych cechach kurtka niewiele waży, a po spakowaniu zajmuje mało miejsca.

Kurtka produkowana jest w dwóch standardowych kolorystykach – czarno-niebieskiej i czarno-czerwonej. Lepszą widoczność zapewniają odblaskowe aplikacje, wszyte na plecach i, ramionach i rękawach.

Producent przewidział również miejsca na drobiazgi – wszyto dwie kieszenie boczne. Na plecach znajduje się natomiast duża, jednokomorowa kieszeń. Służyć może ona do przewożenia drobiazgów, jak również do spakowania kurtki w zgrabną paczuszkę, którą potem możemy np. podwiesić na kierownicy.

Przed zimnem chroni nas również bardzo wysoka stójka. Od środka podszyta jest przyjemnym dla szyi polarem. W stójce znajduje się również kaptur, który możemy wyciągnąć po odsunięciu suwaka. Kaptur został zaprojektowany do zakładania pod kask.

Aby lepiej dopasować kurtkę do naszej sylwetki, przewidziano ściągacz dolny oraz rzepy na mankietach kurtki. Na tułowiu i rekawach ma dość luźny krój, co pozwala w chłodniejsze dni założyć dodatkowy zestaw odzieży.

Ogólne wrażenia estetyczno-jakościowe z wykonania kurtki wypadają bardzo dobrze. Producent nie ustrzegł się jednak kilku błędów, które odkryłem w trakcie użytkowania.

Ogólne wrażenia z jazdy

Jak już pisałem, w kurtce Berkner Functional jeździłem w warunkach zimowych, jak i wiosennych. Było to możliwe dzięki stosowaniu zmiennych zestawów odzieży pod kurtkę. Produkt Berknera z podstawowego zadania – ochrony przed deszczem i wiatrem, wywiązywał się bardzo dobrze. Kilka razy zdarzyło mi się też wykorzystać kurtkę jako bezrękawnik, kiedy to było zbyt zimno, by jechać w samej koszulce kolarskiej. W trakcie użytkowania należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z membraną. I jakiekolwiek rozdarcie lub przetarcie powoduje, że traci ona swoją podstawową właściwość – odporność na deszcz i wiatr.

Po spakowaniu kurtki można ją przewozić na kierownicy, poprzez przywieszenie na dwóch rzepach. Odniosłem jednak wrażenie, że zaczepy te mogą się urwać, więc kurtkę przewożę przeważnie w plecaku.

Łyżka dziegciu

By nie było jednak zbyt kolorowo, muszę powiedzieć o kilku wadach kurtki, które pomniejszają ogólne, pozytywne wrażenia.

Po pierwsze stójka jest zbyt sztywna i wysoka. Nie stanowi to problemu w dni chłodne, kiedy izoluje szyję od zimnego otoczenia. Natomiast w ciepłe dni stójka wyraźnie przeszkadza. Jest dla mnei zbyt ciepła i muszę jeździć bez zasuniętego do końca suwaka. Szkoda, że kaptura, który jest w nią wszyty, nie można odpiąć. Być może zmniejszyłoby to sztywność stójki.

Zwróciłem również uwagę na jakość suwaków zastosowanych w tej kurtce. Są dość delikatnej konstrukcji. Mają też tendencję do zacinania się. W przypadku kieszeni bocznych producent zastosował zaszywki, które zasłaniają suwak. Natomiast suwak główny kurtki nie jest niczym zasłonięty (zastosowano podszywkę z membrany od środka kurtki). Zastanwiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie z przodu laminowanego suwaka lub dodatkowej zaszywki. Innym problemem jest, że suwaki mają tendencję do przyszczypywania zaszywek na kieszeniach bocznych.

Jeżeli jesteśmy już przy kieszeniach, to odczuwam brak kieszeni na klatce piersiowej.

Wcześniej wspominałem, że luźny krój kurtki umożliwia zastosowanie zmiennej liczby warstw ubrań w zależności od pogody. Szkoda, że od wewnątrz nie przygotowano systemu podpinek na polary (niektórzy producenci kurtek do górskich wędrówek stosują taki system).

Luźny krój ma też negatywny wpływ na użyteczność kurtki przy porywistym wietrze. Ściągacz na dole kurtki to zdecydowanie za mało. Łopoczące na wietrze rękawy i poły kurtki powodują znaczne opory. Przydałby się dodatkowy ściągacz na wysokości klatki piersiowej i na ramionach. Z problemu łopoczących poł kurtki nie ma, jeżeli jedziemy z plecakiem o dwupunktowym systemie stabilizacji na klatce piersiowej i na wysokości pasa.

Część uwag przedstawionych powyżej ma oczywiście wymiar typowo indywidualny i spowodowany moim stylem jazdy oraz budową fizyczną.

Jeżeli chodzi o ogólną ocenę kurtki, to myślę, że zasługuje na 4+. Nazwa Functional nie została nadana na wyrost. Możliwość stosowania w dużym zakresie temperaturowym, niska waga i przemyślana budowa sprawiają, że kurtka idelanie nadaje się na wyprawy rowerowe, gdzie możemy być zmuszeni do jazdy w różnych warunkach, a każdy gram dodatkowego wyposażenia ma duże znaczenie.

Plusy:

- odpinane rękawy

- dobre właściwości wodo i wiatroodporności

- stosunkowo niska cena przy dobrej jakości i wszechstronności zastosowania

- możliwość ubierania różnej liczby warst ubrań pod kurtkę

- po spakowaniu można podpiąć do kierownicy

Minusy:

- brak ściągaczy na rękawach i klatce piersiowej

- brak możliwości odpięcia kaptura

- suwaki przyszczypują zaszywki na kieszeniach

Profil wysokości trasy rowerowej

środa, Wrzesień 9th, 2009

Od kilku miesięcy używam odbiornika GPS Pentagram PathFinder Logger P3106. Przez ten czas odkryłem, że jazda z GPS daje dużo możliwości. Nie chodzi tutaj jedynie o nawigację w nieznanym terenie, ale również o możliwość dodania mapki z wycieczki, przypisania zdjęć do punktów na trasie, czy wyznaczenie profilu trasy po powrocie do domu :).

Do tej pory korzystałem głównie z możliwości szybkiego tworzenia map moich wycieczek rowerowych. Z opcji przypisywania współrzędnych gps zdjęciom (phototagging) korzystałem sporadycznie, bardziej dla przetestowania dostarczonego z urządzeniem oprogramowania, aniżeli z konieczności. Po ostatniej wyprawie (Szlak latarni morskich 2009) zainteresowałem się także tworzeniem profilów wysokości moich wycieczek rowerowych. I tu zaczęły się schody…

Niestety, o ile GPS dość dobrze loguje trasę (dokładność w zależności od możliwości urządzenia i warunków pogodowych nawet do kilku metrów), kompletnie nie nadaje się do pomiaru wysokości. W przypadku mojego PathFinder P3106 błędy pomiaru w niektórych przypadkach wynosiły nawet kilkaset metrów (zapis wysokości 400 metrów w miejscu, w którym wysokość nad poziomem morza wynosiła niecałe 100 metrów)

Profil wysokości z takimi błędami jest kompletnie nieprzydatny. Postanowiłem więc poszukać odpowiedniego rozwiązania.

Altitude Resolving Tool

Pierwszym rozwiązaniem, które znalazłem, jest aplikacja do Google Maps o nazwie Altitude Resolving Tool. Skorzystać z tego programu można na dwa sposoby.

1) za pośrednictwem Google Maps

Po zalogowaniu do serwisu Google Maps przy tworzeniu nowej mapy należy wybrać opcję „Dodaj zawartość” i w wyszukiwarce elementów Google Maps wpisać „Altitude Resolving Tool” i nastęnie zaznaczyć opcję „Dodaj do mapy”. Po dodaniu narzędzia należy wybrać opcję „Powrót do Map Google”. Na mapie zaznaczamy kolejne punkty trasy, dla której chcemy wyrysować profil i klikamy „Draw altitude profil”. Obrazek z profilem pojawi się w lewej ramce.

2) za pomocą strony domowej tego API

Dostępny na stronie www.topocoding.com. W zakładce „An example with Google map” należy powtórzyć operację wybierania punktów, a następnie kliknąć przycisk „Update altitude profile”. Obrazek wyświetli się pod mapą.

Niestety, Altitude Resolving Tool nie nadaje się do przypisywania profilów utworzonym już mapkom (albo ja po prostu nie potrafię tego zrobić). W każdym razie jeżeli już muszę korzystać z tego narzędzia, to przed wyjazdem i za pomocą metody 2. Interfejs Google Maps jest kompletnie nieprzyjazny i dlatego z metody 1 świadomie rezygnuję.

GPS Visualizer

Druga metoda stworzenia profilu idealnie nadaje się w przypadku, gdy mamy już logi GPS z trasy, ale wysokości przypisane punktom trasy są nieprawidłowe. W tym celu wykorzystamy GPS Visualizer. GPS Visualizer to zestaw różnych narzędzi dostępnych na stronie www.gpsvisualizer.com (i co ważne, jak dotąd bezpłatnych). Jednym z nich jest narzędzie Look up elevations. W narzędziu tym należy uploadować plik .gpx z dysku (ograniczenie rozmiaru pliku – 1,5 MB), a następnie wybrać interesującą nas opcję. Możemy albo konwertować plik i dodać do niego wysokości, albo jedynie wyrysować profil trasy.

Osobiście polecam tą stronę, gdyż oprócz omawianego narzędzia umożliwia dużo więcej operacji związanych z tworzeniem map. Jedyną wadą GPS Visualizer sposób, w jaki prezentowane są profile wysokości tras o długościach większych niż 100 km. Na profilu „nie mieszczą się” setki, co widać na przykładowym profilu poniżej.

Profil wysokości - GPSVisualizer

Profil wysokości - GPSVisualizer

 

GPSIES.com

Ostatnią metodę odkryłem przez przypadek, gdy chciałem porównać rezultaty tworzenia profilów tras rowerowych w GPSVisualizer z GPSies.com. W moich relacjach z wycieczek wykorzystywałem dotąd serwis gpsies.com do prezentowania mapek, gdyż w przeciwieństwie do Google Maps zawsze prawidłowo wyświetla trasy w przeglądarce Opera oraz prezentuje na mapie profil wysokości trasy. Niestety, GPSies tworzy profile wysokości w oparciu o dane przypisane trasie przez odbiornik GPS. W momemcie, gdy odbiornik zarejestruje nieprawidłową wysokość, profil wycieczki rowerowej będzie również nieprawidłowo narysowany.

Jest jednak sposób, aby obejść ten problem. Mianowicie, po zaimportowaniu do serwisu gpsies.com trasy i stworzenia mapki przy profilu wysokościowym trasy należy wybrać opcję Wrong altitude? Recalculate!”. Szkoda tylko, że nowe wysokości nie od razu zostaną dodane do trasy. Należy odczekać kilka godzin.

Na koniec zamieszczam porównanie profilów tras rowerowych utworzonych za pomocą GPSIES.com i GPS Visualizer.

 

GPSIES.com vs GPS Visualizer

Do porównania wykorzystałem zapis jednej ze swoich wycieczek rowerowych. Trasa miała długość ok. 38,9 km. Błędne pomiary wysokości (maksimum 388 m n.p.m) spowodowały, że profil był niewiarygodny.

Dane profilu oryginalnego według GPSIES.com:

Różnica wysokości 281 metrów (wysokość od 107 do 388 metrów)

Profil wysokości przed korektami na GPSies.com:

Oryginalny profil na GPSies.com

Oryginalny profil na GPSies.com

Profil wysokości przed korektami na GPSVisualizer:

Oryginalny profil GPSVisualizer

Oryginalny profil GPSVisualizer

 

Te same profile po zaktualizowaniu wysokości przedstawiam poniżej:

GPSies.com:

 

 

 

Profil wysokości po korektach

Profil wysokości po korektach

 

 

GPSVisualizer:

 

Profil po korektach

Profil po korektach

Okazuje się, że po poprawieniu wysokości za pomocą gpsies.com i GPS Visualizer otrzymaliśmy dokładnie taki sam rezultat. Oznacza to, że obydwie aplikacje działają w oparciu o tą samą bazę danych. Z którego więc serwisu korzystać?

Wszystko zależy od indywidualnych preferencji. GPS Visualizer generuje osobny plik .png z profilem wysokości trasy. Natomiast w serwisie gpsies.com nie można pobrać samej wysokości, trzeba zrobić zrzut ekranu. Wykres wyrysowany w serwisie gpsies.com jest nieco mniejszy. GPS Visualizer podaje dane z dokładnością do dziesiątych części metra. Profile wysokości wyrysowane przez GPS Visualizer wydają się bardziej czytelne, między innymi dzięki zastosowaniu kolorowania linii wykresu w zależności od wysokości. Natomiast legenda jest bez wyjaśnień i trzeba się domyślać.

Mój wybór ostatecznie padł na gpsies.com. Co prawda profile wyrysowane przez ten serwis są nieco mniej czytelne, ale miniaturka profilu jest wyświetlana na mapie wycieczki. W przypadku GPS Visualizer musiałbym stworzyć mapkę na bazie Google Maps za pomocą interfejsu dostępnego na stronie, a osobno wstawiać obrazek z trasą. Trwałoby to więc dłużej, a poza tym musiałbym korzystać z Google Maps, które wyświetlają się nieprawidłowo w Operze i bywają kapryśne.

Zapraszam do dzielenia się własnymi doświadczeniami tworzenia profilów wysokości wycieczek rowerowych.