O tym, jak się jeździ rowerem w Holandii

Written by Kolo on Lipiec 25th, 2010

Leniwe popołudnie, około 16. Opustoszały akademik erasmusów w Tilburgu. Przeraźliwy dzwonek… brak reakcji… znowu… brak reakcji… i znowu. Piotrek nie wytrzymuje i idzie otworzyć drzwi na piętro. Gość o cygańskiej aparycji pyta się coś łamanym angielskim… chwila zastanowienia… No, Thanks. Po zamknięciu drzwi pytam się Piotrka, o co chodziło… Nie wiem, ale pewnie chciał mi sprzedać jakiś lewy rower

To tylko jedna z wielu historii rowerowych, które przytrafiły mi się na tegorocznej majówce, którą spędziłem w Holandii. Wyjazd miał być imprezowo-turystyczny, ale bez roweru. Mimo wszystko z przyjemnością i nieskrywaną zazdrością obserwowałem to, co w zakresie infrastruktury rowerowej i ogólnie pojętej kultury, ba, rowerowego kultu, stworzyli Holendrzy.

W zasadzie ciężko ten zastany obrazek opisać, to trzeba po prostu zobaczyć. Stąd też w Holandii robiłem zdjęcia dosłownie wszystkiego, co ma dwa kółka i jest napędzane ludzką siłą. Tym bardziej, że w przypadku niektórych pojazdów można było się zastanawiać – czy to jeszcze rower. Zapraszam więc na przyspieszoną wycieczkę po Holandii, rowerowym raju.

Rowerowa Holandia

Typowy rower holenderski ma charakterystyczne, białe wykończenie błotnika

W zasadzie wycieczkę można zacząć od miejsca, w którym zamieszkaliśmy przez kilka dni, czyli od akademika. Widok z okna to krajobraz po bitwie – rowery pod latarniami, płotami, tarasujące drogę dla samochodów, leżące w krzakach. Część w przyzwoitym stanie, znakomita większość pordzewiała, nie kwalifikująca się do użytku.

pod_akademikiem

Krajobraz po bitwie, czyli rowerowy parking pod akademikiem

Rowerów na parkingach jest więcej, niż samochodów. Rower służy, żeby pojechać do sklepu, na zajęcia, na imprezę. Tutaj warto opowiedzieć jedną z anegdotek. Piotrek jedzie rowerem na imprezę, popijając wino. Zatrzymuje go policja. Przyzwyczajony do polskich realiów, Piotrek spodziewa się mandatu i odebrania prawa jazdy. Policjant jednak spokojnie wyjaśnia Boy, don’t drink while you are riding. You should stop, drink, and then go. Bez komentarza ;).

Nie jest tak, że rowerem w Holandii jeździ tylko młodzież. Rower to pojazd codzienny dla wszystkich. Popatrzcie tylko na poniższe zdjęcia.

lifestyle1

Na rowerze można jeździć w szpilkach...

lifestyle2

... i w garniturze

ryksza4

Można też wozić dzieci :)

Szpilki, garnitur, czy dziecko absolutnie nie przeszkadzają, żeby podróżować rowerem. A skoro jesteśmy przy dzieciach, to zerknijcie na kilka rowerów, które służą do przewożenia dzieci w Holandii.

tandem2

Rower dla dorosłego i dwójki maluchów

rowerowy_tandem

Dodatkowe siodełko na ramie

rower_rodzinny

W wersji z fotelkiem i dodatkowym siodełkiem na ramie

rower_skuter

W wersji komfort - z owiewką dla dziecka

Powyższe zdjęcia stanowią najlepsze świadectwo pomysłowości Holendrów. Pomysły te są dużo ciekawsze, niż spotykane w Polsce przyczepki zaczepiane na sztycy lub przy piaście, czy foteliki montowane na bagażniku.

W Holandii rowerem przewozi się nie tylko dzieci, ale także zakupy. I to wcale nie małe… Wystarczy popatrzeć na ten ciężki sprzęt:

transportowiec

Rowerowa ryksza do zadań specjalnych

ryksza3

Z osłoną przeciwdeszczową

ryksza5

Do przewozu ludzi... to też towar ;)

rowerowa_ryksza

I ostatnia w klimacie transportowym

Przebywając w Holandii można odnieść wrażenie, że nie ma dwóch identycznych rowerów. Są rowery stare i nowe, rowery zardzewiałe i lśniące nowością. Są rowery zniszczone, rowery bez kół (skradzione, bo były zakręcane szybkozamykaczem) czy siodełek. A propos kradzieży, to okazuje się, że Holendrzy mają z tym problem. Nie zawsze to jednak wynika z chęci zarobku złodzieja. Czasem rower kradnie ktoś, kto musi się szybko dostać z jednego miejsca na drugie. Widząc niezabezpieczony rower, pożycza go sobie. A że rowerów w małych i dużych miastach są setki tysięcy, to czasem nie sposób znaleźć roweru, który przejechał zaledwie kilka ulic i został odstawiony pod płot.

Skoro drążymy już temat kradzieży, to warto przyjrzeć się holenderskim zabezpieczeniom przed kradzieżami rowerów. Najbardziej banalne są potężne kłódki i ważące 1-2 kg zardzewiałe łańcuchy. Są też znane dobrze w Polsce kiełbasy, czy U-locki. Ale stosuje się też wiele wbudowanych zabezpieczeń. Jednym z bardziej standardowych jest zamontowana na stałe kłódka, która blokuje tylne koło roweru.

zabezpieczenia

Oryginalne zabezpieczenie - blokada tylnego koła

Zabezpieczenia te montuje się seryjnie również w nowych rowerach.

multi_purpose_bicycle

Piękne, nowe rowery z blokadą tylnego koła

Rower w Holandii ma mimo wszystko ciężki los. Na ogół jest skazany na garażowanie pod chmurką. Jeżeli należy do kategorii tych lepszych, to koniecznie zabezpieczony przed kradzieżą poprzez wbudowane zabezpieczenie. Musi być komfortowy. I zabezpieczać przed różnymi warunkami atmosferycznymi (przecież jadąc do pracy, nie można pobrudzić garnituru). Powinien dać możliwość zawiezienia dzieci do przedszkola, przewiezienia dużych zakupów. I w ten sposób rysuje nam się rower wielozadaniowy (multi-purpose bicycle). Rower ten ma zabudowany napęd (nie rdzewieje pod chmurką), pełne błotniki z osłonami bocznymi, solidny bagażnik, ewentualne dobudówki dla dzieci i wygodną kanapę do siedzenia. W czytaniu tych potrzeb wydają się przodować marki Sparta, Gazelle. Choć oczywiście jest cała masa rowerów no-name, każdy oryginalny na swój sposób.

naped

Powszechny efekt garażowania pod chmurką. Jak sobie z tym radzić?

prawdziwy_holender

Najlepiej tak :)

Na koniec słówko o infrastrukturze, która zdecydowanie sprzyja Holendrom. Miasta wydają się być nie-zatłoczone. Zarówno piesi, jak i rowerzyści, mają szerokie ścieżki dla siebie. Przy czym w niektórych miastach ścieżki rowerowe są szerokie na dwa pasy :).

infrastruktura2

To, czego możemy zazdrościć - infrastruktura rowerowa

Oprócz ścieżek, w Holandii na pewno spotkacie olbrzymie parkingi rowerowe park&ride. W mniejszych, i większych miastach.

infrastruktura4

Parking dla rowerów przy dworcu kolejowym w Tilburgu

infrastruktura

Dla tych, co wolą zostawić rower przy stacji w bezpiecznym miejscu

infrastruktura3

Dwupoziomowy rowerowy park&ride przy dworcu w Hadze

Ale to, co jest najważniejsze w infrastrukturze rowerowej Holandii, to uprzywilejowanie. Z tego, co powiedzieli mi znajomi w Holandii, to rower stanowi pojazd największego uprzywilejowania w tym kraju. W wypadku z udziałem rowerzysty ten ostatni jest zawsze niewinny.

amsterdam

Rowerowy ruch w Amsterdamie

Oczywiście część rowerzystów zapyta się, dlaczego nie może być tak w Polsce. Czytałem już wiele głosów na temat tego, jak traktowany jest rowerzysta w Polsce… i jak rowerzysta traktuje innych. Ten drugi aspekt wydaje się nie mniej ważny. Bo fakt, że kierowcy nie szanują rowerzystów, nie respektują ich praw, a często narażają swoim zachowaniem na zagrożenie życia, to rzecz normalna. Warto jednak zwrócić uwagę, że rowerzyści w Polsce też nadużywają przywilejów związanych z jazdą ścieżką rowerową. Agresywna jazda, niebezpieczne wymijanie pieszych, nieuprzejme zachowanie, gdy ktoś idzie ścieżką rowerową. To codzienne sytuacje na ścieżkach rowerowych. Rowerzyści zapominają, że ścieżka rowerowa jest tym samym dla nich, czym dla pieszych chodnik – służy do przemieszczania się, a nie do jazdy sportowej. Chcesz się ścigać – jedź za miasto.

kup_rower

Holendra można mieć za 200 euro

Będąc w Holandii nieopatrznie wszedłem na ścieżkę rowerową, nie zauważyłem jadącego za mną rowerzysty. Ten użył dzwona i się zatrzymał. Przeprosiłem będąc pewnym, że zaraz usłyszę wiązankę. Odpowiedź w postaci normalnego No problem… i uśmiech. Więcej takich postaw w Polsce i również w Polsce na dwóch kółkach będzie jeździło się lepiej.

rowerowy_kwietnik

I jedzie się przyjemnie :)

Moja opinia o Mbike Crosser RX

Written by Kolo on Lipiec 20th, 2010

Po ostatnim rowerowym weekendzie statystyki bikestats wskazują, że mój tegoroczny nabytek – Mbike Crosser RX ma 1300 km przebiegu. Długo zwlekałem z napisaniem własnej opinii o tym rowerze, ale teraz mam już wystarczająco dużo przemyśleń, które mam nadzieję, okażą się pomocne dla innych szukających roweru dla siebie.

Mbike Crosser w pełnej krasie

Słów kilka o tym, jak wybierałem markę

Dla niewtajemniczonych Mbike to polska firma. W ofercie posiada szeroką gamę rowerów (od rowerów dziecięcych, poprzez trekkingowe i miejskie, aż do xc i szosowych). Mbike  posiada również dwa modele crossowe. Crosser SX to cenowy średniak (cena katalogowa 1499 zł) Natomiast Crosser RX to wyższa półka (2399 zł). Ponieważ parametry Crossera SX nie satysfakcjonowały mnie, swoją uwagę zwróciłem na droższy model.

Gdy kupowałem rower, nie miałem określonych preferencji co do marki. Chciałem znaleźć najlepszą ofertę pod względem relacji ceny do jakości sprzętu. Szybko okazało się, że w przedziale cenowym, który mnie interesuje (2-2,7 tys. zł) znajduje się stosunkowo niewiele ciekawych rowerów. W przypadku wielu rowerów trzeba było liczyć się z wyższą ceną ze względu na markę. Po uwzględnieniu tego czynnika oraz wyglądu, postanowiłem wybierać spośród marek Mbike oraz Kross. Naturalnym punktem odniesienia dla Crossera RX był najwyższy model crossowy ze stajni Krossa – Evado 1.3 (cena katalogowa 2699 zł). Warto zwrócić uwagę, że nawet stylistycznie biała wersja Evado 1.3 jest podobna do Crossera RX. Obydwa modele pochodzą z kolekcji 2010.

Wybór ramy

Mbike Crosser RX dostępny jest w 4 rozmiarach: 18, 19,5, 21 i 22,5 cala. W moim przypadku (178 cm) zdecydowałem się na ramę 19,5 cala. Wydawała się stosunkowo mała w porównaniu do starego roweru trekkingowego, ale po kilku modyfikacjach (dokupienie długich rogów oraz maksymalne obniżenie kierownicy) osiągnąłem satysfakcjonującą mnie sylwetkę w czasie jazdy. W razie potrzeby mogę jechać wyprostowany (ręce na gripach) lub też „położyć się”, opierając ręce na rogach. Rozważam jednak w przyszłości zainstalowanie dłuższych rogów lub nakładki na kierownicę.

Osprzęt

Na rower wydałem niemało pieniędzy, jednak przynajmniej częściowo ma to swoje uzasadnienie w osprzęcie roweru. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na ramę Crossera RX, która jest 3-krotnie cieniowana (spora przewaga nad Evado 1.3). Ciekawostką jest też napęd, który został złożony w oparciu o osprzęt Shimano i Truvativa. Tylna przerzutka to Shimano XT shadow, z przodu natomiast wstawiono Shimano Alivio. Fabryczne wstawianie niższej klasy przerzutek przednich jest już standardem rynkowym, więc nie byłem specjalnie zdziwiony. Całości dopełnia korba Truvativ Firex 44-32-22 i łańcuch KMC. W porównaniu do tego zestawu Kross Evado 1.3 oferuje lepszą przerzutkę z przodu (Shimano Deore), natomiast dużo gorszą korbę Truvativ Isoflow.

Shimano XT Shadow

W obydwu rowerach zastosowano ten sam amortyzator – SR Suntour NCX, z małą, aczkolwiek istotną różnicą. W Mbike Crosser RX zastosowano amortyzator z przełącznikiem blokady skoku przy kierownicy (w Evado 1.3 blokada znajduje się na szczycie golenia amortyzatora).

Kierownica z regulacją wysokości

Do tej pory zarysowało się kilka przewag Mbike Crossera RX nad Evado 1.3. Niestety, pod względem zastosowanych hamulców przewagę ma rower ze stajni Krossa. Zastosowano w nim hydrauliczne Magura HS-11 zarówno z przodu, jak i z tyłu roweru. W porównaniu z nimi, hamulce Avid SD3 wydają się być nijakie (chociaż w praktyce okazały się dość skuteczne).

Przyznam się szczerze, że nic mi nie wiadomo na temat obręczy Weinmann SEC 16 oraz szprych CN black, które zastosowano w Crosserze. Dlatego nie będę się na ich temat wypowiadał. Zwraca natomiast uwagę fakt zastosowania mostka, sztycy oraz kierownicy firmy Uno. Sztyca podsiodłowa jest przy tym amortyzowana, co ma dostarczać dodatkowego komfortu w trakcie jazdy. Skoro już przy sztycy jesteśmy, to warto zwrócić uwagę na rodzynek w całym zestawie – bardzo agresywne siodło San Marco Ponza. Już jego wygląd wskazuje na sportowe zacięcie. Pytanie, czy sprawdzi się w turystyce rowerowej? Na pewno jest to siodło zupełnie innej kategorii, aniżeli kanapa zastosowana w Evado 1.3 (szerokie siodełko Selle Royal).

Ostatnim elementem zestawu są opony. I tutaj ciężki szok – w rowerze Crosser RX wstawiono Schwalbe Racing Ralph Evo. Są to opony stosowane w rowerach przełajowych, a ich cena katalogowa to 180 zł za sztukę. W zasadzie od początku byłem pewny, że te opony zupełnie nie sprawdzą się w moich zastosowaniach roweru. Dużo ciekawszym rozwiązaniem wydawały się tutaj opony Schwalbe Marathon Cross 700×38C, które zastosowano w Evado 1.3.

Tak dobrane zestawienie roweru umożliwiło osiągnięcie bardzo dobrych parametrów wagi – zaledwie 11,7 kg w tej klasie roweru to rewelacyjny wynik (Evado 1.3 ważył aż 13,6 kg). Było to możliwe przede wszystkim dzięki zastosowaniu 3-krotnie cieniowanej ramy, ultralekkich opon, agresywnego siodełka oraz mostka bez możliwości regulacji.

Mbike Crosser Rx

Reasumując ogólne zestawienie Mbike Crosser RX, to można odnieść wrażenie, że cały zestaw z drobnymi wyjątkami został złożony bardzo rozsądnie. Moje obawy budziły początkowo opony oraz siodełko, które nadawały się bardziej do wyścigów XC, aniżeli do turystyki rowerowej.

Wrażenia z jazdy

Crosser RX ma sportowe zacięcie. Świadczy o tym mocno ograniczona waga, przerzutka XT Shadow oraz oczywiście klasowe siodełko. Pod tym względem jazda tym rowerem daje dużo satysfakcji. Mój styl jazdy to głównie asfalty, więc zastosowanie przerzutki XT jest tutaj nieco na wyrost, spokojnie wystarczyłaby SLX, ale XT to XT ;). Rower w czasie jazdy po asfalcie jest sztywny, elegancko reaguje na ruchy kierownicą i zmianę tempa. Dobrane tarcze umożliwiają jazdę zarówno w terenie z wysoką kadencją, jak również sztywne kręcenie na blacie przy prędkościach ok. 40 km/h.

Dość długo zastanawiałem się nad wyborem ramy. Padło na 19,5’, która przy normalnym ustawieniu jest nieco za krótka w stosunku do mojego wzrostu. Natomiast zamontowanie rogów i przestawienie wysokości kierownicy umożliwia przyjęcie bardziej aerodynamicznej sylwetki. Niewielki rozmiar ramy jest dużą zaletą przy wchodzeniu w zakręty. Rower ma nisko osadzony środek ciężkości i można nim dość gwałtownie i ostro skręcać (jak na rower z kołami 28 cali).

Żeby jednak nie było tak różowo, to warto wspomnieć o kilku wadach. Widać, że pod względem doboru sprzętu rower został skonfigurowany pod jazdę sportową w terenie. Świadczy o tym mocno wycięte, twarde siodło, wysokiej klasy przerzutka tylna i opony Racing Evo. Rower kupiłem z myślą, że będę również jeździł na długie wypady turystyczne po asfalcie i szutrach. Wobec tego zdecydowałem się na założenie opon Schwalbe Marathon 28×1,6’ z dodatkową, antyprzebiciową wkładką kevlarową (duży wzrost wagi, ale rewelacyjnie niskie opory toczenia). Póki co jeżdżę na siodle fabrycznym, natomiast rozważam zakupienie wygodniejszej kanapy na potrzeby wypraw rowerowych, gdzie komfort w trakcie wielogodzinnej jazdy jest kluczowy.

Schwalbe Marathon - po wymianie

Pod kątem turystyki rowerowej lepiej wydaje się być dobrany Kross Evado 1.3. Natomiast jest wyjątkowo ciężki jak na cenę, którą trzeba za niego zapłacić. Stąd też lepiej chyba było wybrać Crosser RX i wymienić te części, które nie do końca nas satysfakcjonują. Wadą Krossa były natomiast mimo wszystko hamulce hydrauliczne. W turystyce rowerowej warto postawić na prostotę, serwis hamulców v-brake w warunkach polowych jest dużo łatwiejszy.

Poważna wada, która niejedną osobę doprowadzi do szewskiej pasji, jest skrzypienie siodełka. Wada ta wynika z zastosowania amortyzowanej sztycy. Nigdy nie byłem fanem tego rozwiązania. Nie uważam, żeby amortyzacja była aż tak bardzo odczuwalna (tzn. przy tej sztywności roweru nierówności i tak czuć), natomiast wydawane przez sztycę dźwięki są naprawdę irytujące.

Nie wiem, czy problem dotyczył tylko mojego egzemplarza, czy też jest typowy dla większości napędów w Crosser RX, ale po pierwszych 300 kilometrach nastąpiło rozregulowanie i łańcuch mi zeskakiwał bez powodów na podjazdach… tzn. powód był jeden – cisnąłem pod górę ;). Wizyta w serwisie załatwiła problem i obecnie napęd cechuje naprawdę wysoka kultura pracy.

Reasumując, jeżeli chodzi o moją opinię o Mbike Crosser RX, jest to naprawdę dobry rower, o słusznej relacji jakości do ceny. Pod kątem moich potrzeb kilka elementów osprzętu nie było do końca trafnych, ale nigdy nie będzie tak, że w rowerze wszystko będzie pasowało. Po przejechaniu 1300 km jestem przekonany, że gdybym miał wybierać jeszcze raz, Mbike Crosser RX kupiłbym jeszcze raz.

Berkner Functional – testy

Written by Kolo on Październik 12th, 2009

Berkner Functional na lato – testy rowerowej kurtki przeciwdeszczowej na lato. Moje Wrażenia z użytkowania.

Tuż przed rozpoczęciem sezonu zaopatrzyłem się w kurtkę rowerową z membraną. Wybór nie był prosty, a i ceny momentami zaporowe. Wydaje mi się, że znalazłem jednak złoty środek między jakością a ceną w postaci kurtki Berkner Functional. Ta niepozorna wiatrówka okazała się bardzo wszechstronnym ciuszkiem.

Przez kolejne kilka miesięcy testowałem możliwości tej kurtki. Już na początku, bo w marcu, 3 dni po zakupie, “udało” mi się rozedrzeć ją po spotkaniu z krawężnikiem. Ale z dwojga samochód-krawężnik wybrałem to drugie.

Tutaj z pomocą przyszedł mi producent, który po zapoznaniu się z moim problemem chętnie podjął się naprawienia membrany. Takiego profesjonalizmu życzyłbym sobie od każdej polskiej firmy.

Wracając już do samych wrażeń z użytkowania, kurtka przeszła wszystkie możliwe warunki, może z wyjątkiem jazdy na mrozie. Ale poza mrozem nie ominął jej mokry śnieg, porywisty wiatr, deszcz, błoto. Jeździłem w niej w temperaturach od ok. + 5 st.C do około 20 st.C. Warto dodać, że jest to kurtka w wersji letniej. Producent oferuje kurtkę Functional również w wersji zimowej.

Konstrukcja kurtki

Berkner Functional to kurtka zaprojektowana z myślą o rowerzystach. Charakterystyczny, wydłużany tył zakrywa plecy nawet przy znacznie pochylonej sylwetce. Kurtka uszyta została z membrany o parametrach wodoodporności zbliżonych do tropików namiotowych. Wprawdzie nie jest typowym windstoperrem, jednak dobrze chroni ciało przed podmuchami wiatru. Wodoodporną membranę podszyto siateczkowatym materiałem od środka. Rękawy kurtki są przyczepiane suwakiem. Dzięki temu w chłodniejsze, ale bezdeszczowe dni kurtka może służyć jako bezrękawnik. Przy wszystkich tych cechach kurtka niewiele waży, a po spakowaniu zajmuje mało miejsca.

Kurtka produkowana jest w dwóch standardowych kolorystykach – czarno-niebieskiej i czarno-czerwonej. Lepszą widoczność zapewniają odblaskowe aplikacje, wszyte na plecach i, ramionach i rękawach.

Producent przewidział również miejsca na drobiazgi – wszyto dwie kieszenie boczne. Na plecach znajduje się natomiast duża, jednokomorowa kieszeń. Służyć może ona do przewożenia drobiazgów, jak również do spakowania kurtki w zgrabną paczuszkę, którą potem możemy np. podwiesić na kierownicy.

Przed zimnem chroni nas również bardzo wysoka stójka. Od środka podszyta jest przyjemnym dla szyi polarem. W stójce znajduje się również kaptur, który możemy wyciągnąć po odsunięciu suwaka. Kaptur został zaprojektowany do zakładania pod kask.

Aby lepiej dopasować kurtkę do naszej sylwetki, przewidziano ściągacz dolny oraz rzepy na mankietach kurtki. Na tułowiu i rekawach ma dość luźny krój, co pozwala w chłodniejsze dni założyć dodatkowy zestaw odzieży.

Ogólne wrażenia estetyczno-jakościowe z wykonania kurtki wypadają bardzo dobrze. Producent nie ustrzegł się jednak kilku błędów, które odkryłem w trakcie użytkowania.

Ogólne wrażenia z jazdy

Jak już pisałem, w kurtce Berkner Functional jeździłem w warunkach zimowych, jak i wiosennych. Było to możliwe dzięki stosowaniu zmiennych zestawów odzieży pod kurtkę. Produkt Berknera z podstawowego zadania – ochrony przed deszczem i wiatrem, wywiązywał się bardzo dobrze. Kilka razy zdarzyło mi się też wykorzystać kurtkę jako bezrękawnik, kiedy to było zbyt zimno, by jechać w samej koszulce kolarskiej. W trakcie użytkowania należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z membraną. I jakiekolwiek rozdarcie lub przetarcie powoduje, że traci ona swoją podstawową właściwość – odporność na deszcz i wiatr.

Po spakowaniu kurtki można ją przewozić na kierownicy, poprzez przywieszenie na dwóch rzepach. Odniosłem jednak wrażenie, że zaczepy te mogą się urwać, więc kurtkę przewożę przeważnie w plecaku.

Łyżka dziegciu

By nie było jednak zbyt kolorowo, muszę powiedzieć o kilku wadach kurtki, które pomniejszają ogólne, pozytywne wrażenia.

Po pierwsze stójka jest zbyt sztywna i wysoka. Nie stanowi to problemu w dni chłodne, kiedy izoluje szyję od zimnego otoczenia. Natomiast w ciepłe dni stójka wyraźnie przeszkadza. Jest dla mnei zbyt ciepła i muszę jeździć bez zasuniętego do końca suwaka. Szkoda, że kaptura, który jest w nią wszyty, nie można odpiąć. Być może zmniejszyłoby to sztywność stójki.

Zwróciłem również uwagę na jakość suwaków zastosowanych w tej kurtce. Są dość delikatnej konstrukcji. Mają też tendencję do zacinania się. W przypadku kieszeni bocznych producent zastosował zaszywki, które zasłaniają suwak. Natomiast suwak główny kurtki nie jest niczym zasłonięty (zastosowano podszywkę z membrany od środka kurtki). Zastanwiam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie z przodu laminowanego suwaka lub dodatkowej zaszywki. Innym problemem jest, że suwaki mają tendencję do przyszczypywania zaszywek na kieszeniach bocznych.

Jeżeli jesteśmy już przy kieszeniach, to odczuwam brak kieszeni na klatce piersiowej.

Wcześniej wspominałem, że luźny krój kurtki umożliwia zastosowanie zmiennej liczby warstw ubrań w zależności od pogody. Szkoda, że od wewnątrz nie przygotowano systemu podpinek na polary (niektórzy producenci kurtek do górskich wędrówek stosują taki system).

Luźny krój ma też negatywny wpływ na użyteczność kurtki przy porywistym wietrze. Ściągacz na dole kurtki to zdecydowanie za mało. Łopoczące na wietrze rękawy i poły kurtki powodują znaczne opory. Przydałby się dodatkowy ściągacz na wysokości klatki piersiowej i na ramionach. Z problemu łopoczących poł kurtki nie ma, jeżeli jedziemy z plecakiem o dwupunktowym systemie stabilizacji na klatce piersiowej i na wysokości pasa.

Część uwag przedstawionych powyżej ma oczywiście wymiar typowo indywidualny i spowodowany moim stylem jazdy oraz budową fizyczną.

Jeżeli chodzi o ogólną ocenę kurtki, to myślę, że zasługuje na 4+. Nazwa Functional nie została nadana na wyrost. Możliwość stosowania w dużym zakresie temperaturowym, niska waga i przemyślana budowa sprawiają, że kurtka idelanie nadaje się na wyprawy rowerowe, gdzie możemy być zmuszeni do jazdy w różnych warunkach, a każdy gram dodatkowego wyposażenia ma duże znaczenie.

Plusy:

- odpinane rękawy

- dobre właściwości wodo i wiatroodporności

- stosunkowo niska cena przy dobrej jakości i wszechstronności zastosowania

- możliwość ubierania różnej liczby warst ubrań pod kurtkę

- po spakowaniu można podpiąć do kierownicy

Minusy:

- brak ściągaczy na rękawach i klatce piersiowej

- brak możliwości odpięcia kaptura

- suwaki przyszczypują zaszywki na kieszeniach