Pedały platformowe vs pedały zatrzaskowe spd

Written by Kolo on Czerwiec 26th, 2011

Ostatnie pytania na blogu, niedawny zakup pedałów zatrzaskowych przez mojego kolegę oraz własne przemyślenia po czterech latach użytkowania spd skłoniły mnie do napisania jeszcze raz w temacie pedałów rowerowych.

Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć na pytanie – czy amator intensywnie jeżdżący na rowerze powinien kupić spd? Jeżeli lubisz sportową jazdę na rowerze i zastanawiasz się, czy warto inwestować w pedały zatrzaskowe, ten wpis może okazać się pomocny.

Pedały platformowe oraz wpinane spd stanowią dwa skrajne rozwiązania przekazywania siły na napęd rowerowy. Wśród osób zaczynających przygodę z rowerem powszechne jest przekonanie, że pedały zatrzaskowe to domena ścigających się profesjonalistów. Tymczasem na drogach coraz częściej widać amatorów w spd.

O ile pedały platformowe są pojęciem zrozumiałym, to w kwestii pedałów zatrzaskowych niezbędne jest pewne wyjaśnienie. W tym wpisie często będę stosował skrót myślowy spd=pedały zatrzaskowe=pedały wpinane. Nie jest to do końca zgodne z prawdą. SPD to jeden z systemów wpinania pedałów, opracowany przez Shimano. Dzięki powszechnej renomie tej firmy, spd są najbardziej znanym systemem zatrzaskowym, ale nie jedynym.

Kilka słów o platformach na początek… Pedały platformowe stanowią zazwyczaj podstawowe wyposażenie każdego nowego roweru (ewentualnie rowery wyższej klasy sprzedaje się bez pedałów, a rowery szosowe z „dostawką” w postaci nosków). Największą zaletą jazdy w platformach jest ich uniwersalność. Możemy w zasadzie w dowolnych butach jeździć na pedałach platformowych, oczywiście w granicach rozsądku. W Holandii widywałem panie jeżdżące w szpilkach, ale komfort i bezpieczeństwo takiego rozwiązania są tutaj dyskusyjne. Pedały platformowe zdają egzamin  przy wycieczkach rowerowych na średnich dystansach, o wyjazdach „po bułki” nie wspominając. O ile nasze obuwie jest wygodne, to nie będziemy mieli problemów z bólem stóp przy pokonywaniu długich dystansów. Są jednak też pewne niedostatki…

Wady pedałów platformowych to przede wszystkim mniejsza efektywność przenoszenia siły na napęd (część energii zużywamy na kontrolę położenia stóp na pedałach).  Dyskomfort poczujemy przede wszystkim w czasie deszczu (ślizgające się stopy na pedałach) oraz na podjazdach (mniejsza efektywność pedałowania. Warto również odnotować gorszą kontrolę roweru w trudnych warunkach terenowych. Oczywiście, niektóre wady platform można wyeliminować. Specjalne pedały o większej, antypoślizgowej powierzchni (lub z kolcami) ograniczają ślizganie. Efektywność pedałowania można minimalnie zwiększyć zmieniając plastikowe pedały na metalowe (większa sztywność). Jednak trudno nam będzie poprawić efektywność podczas pedałowania pod górkę czy kontrolę roweru w terenie.

Tutaj z pomocą przychodzi nam rozwiązanie z drugiego bieguna, a więc zastosowanie pedałów zatrzaskowych. Jednym z głównych argumentów stosowanych przez sprzedawców w sklepach rowerowych jest większa efektywność na podjazdach – wtedy czuć największą różnicę między platformami a zatrzaskami. Całkowicie się z tym zgadzam. Niedawno miałem możliwość poczucia tej różnicy, kiedy mój kolega kupił nowy rower.  Standardowo rower był wyposażony w pedały platformowe.  Kiedy razem zdobywaliśmy 200 metrowy podjazd koło Lasu Kabackiego, kolega zostawał wyraźnie w tyle. Po 3 tygodniach kupił sobie pedały spd. Na tym samym podjeździe jechał równo ze mną.

Równie ważnym argumentem przemawiającym za spd jest lepsza kontrola roweru. Kiedy zakopywałem się w piaszczystym terenie (opony 1,28 nie nadają w teren),  pedały platformowe nie dawały szans utrzymania roweru.  Natomiast w spd jechałem z uślizgiem koła, ale rower z powodzeniem wyprowadzałem z piasku. Innym przykładem jest pokonywanie zakrętów. W spd jest możliwe dużo ciaśniejsze i szybsze wchodzenie w zakręt bez ryzyka utraty kontroli. Dzięki przypięciu stóp do pedałów można się skupić na balansie człowiek-rower tak, aby wyprowadzić rower z zakrętu.  Przy pedałach platformowych balans nogami był ograniczony – ze względu na konieczność kontrolowania ułożenia stóp na pedałach. Powyższe przykłady nie wyczerpują listy zalet rozwiązania w postaci pedałów spd. Dla mnie były jednak decydujące, gdy wybierałem własny zestaw.

Dla osób wybierających między platformami a pedałami wpinanymi kluczowe będą jednak wady tych ostatnich. Przede wszystkim – cena, wszechstronność oraz bezpieczeństwo.  Być może moje uwagi w tych trzech tematach dadzą Wam możliwość podjęcia decyzji, czy warto inwestować w spd?

Jednym z głównych ograniczeń przy zakupie systemu spd jest cena takiego zestawu. Zakup pedałów, specjalnych butów i bloków, które stanowią łącznik między butami a pedałami, może stanowić spory wydatek dla domowego budżetu. Mowa tutaj nawet o kilkuset złotych. Przy czym rozpiętość cenowa między najtańszymi a tymi droższymi zestawami jest znaczna. Załóżmy jednak, że mamy do czynienia z osobą jeżdżącą sportowo/turystycznie, tzn. robiąca wycieczki w granicach kilkudziesięciu kilometrów z dość wysoką średnią (25-30 km/h), przebiegi roczne ok. 3 tys. km. Jeżeli zdecydujemy się na sprzęt Shimano (który wcale nie wypada drogo), możemy kupić już ciekawy zestaw za ok. 280 zł. Rozbijając tę kwotę na detale, za pedały zapłacimy ok 90 zł (najbardziej znane pd 520, doskonała relacja cena/jakość). Buty to koszt od 150 zł (np. sznurowane shimano mt32 o parametrach turystycznych)  wzwyż (za najtańsze buty do jazdy sportowej/terenowej zapłacimy ok. 200 zł, np.  Shimano M077, z rzepami). Bloki do pedałów kosztują 40 zł, ale można je spotkać w zestawach (zarówno z pedałami, jak i z butami).  Można nieco oszczędzić, kupując pedały spd lub buty innych firm (oferty w serwisach aukcyjnych, jak i na stronach sklepów rowerowych).

Jak widać, wydatek ok. 300 zł (minimum!) to spora inwestycja w stosunku do całego roweru. Zestaw taki powinien jednak służyć latami.

Równie często podnoszonym argumentem jest wszechstronność pedałów spd. Chodzi tutaj o problem komfortowego chodzenia w spd (np. w trakcie turystycznych wyjazdów) oraz korzystania z roweru w codziennych czynnościach (dojazd do pracy, sklepu). Co do wygody chodzenia, wszystko zależy od modelu butów, na które się zdecydujecie. Tańsze, o typowym zastosowaniu turystycznym zostały zaprojektowane tak, żeby gwarantowały również wygodę chodzenia. Oczywiście jest szansa, że metalowy blok, który jest wkręcony w podeszwę, zazgrzyta na nierównym podłożu. Ale nie ma ryzyka uszkodzenia, a chodzenie w takich butach trochę przypomina chodzenie w butach do turystyki górskiej, gdzie podeszwa również cechuje się określoną sztywnością. Jeżeli zdecydujecie się na zestaw bardziej sportowy (typowe buty mtb), to z chodzeniem możecie mieć problem. Producenci ułatwiają sprawę, opisując modele, które są zaprojektowane również z myślą o komfortowym chodzeniu. Zawsze też warto przymierzyć buta i przejść się w nim (w ten sposób ja zdecydowałem się na Shimano SH-M072).

Są jednak sytuacje, w których nawet komfortowe buty spd są nie do przyjęcia (wyobraźmy sobie chodzenie w biurze w butach spd). Rozwiązaniem wówczas jest kupno adaptera do pedałów (forma jednostronnej nakładki na pedał, która imituje platformę) lub inwestycja w pedały typu dual-choice (w skrócie pedał zatrzaskowy obudowany dodatkowo platformą).  Wówczas możemy korzystać z tych samych pedałów do jazdy zarówno  w butach spd, jak i w zwykłych butach.

Ostatni, aczkolwiek bardzo istotny element to bezpieczeństwo. Wiele osób ma obawy przed kupnem spd związane z bezpieczeństwem wypinania się. Okazuje się, że  początkowy szok związany z przypięciem się do roweru bardzo szybko mija i o istnieniu spd zapomina się do momentu, aż zatrzymujemy się. Warto sobie wyrobić nawyk przekręcania nogi w bok (wypięcie buta z zatrzasku pedała), w innym wypadku będziemy zaliczali upadki przy zerowej prędkości ;).  Śmiem twierdzić, że w pewnych sytuacjach przypięcie się spd poprawia bezpieczeństwo (wspomniana już lepsza kontrola roweru) . W celu ograniczenia ryzyka upadku dobrze jest na początku poluzować sprężynę wypinania, żeby komfortowo i bez wysiłku wypiąć nogę. Może mieć to przełożenie na efektywność pedałowania (mniejsza sztywność). Ale po opanowaniu wypinania można poprawić ustawienia.

Jak już było wspomniane na początku, omówiłem dwa skrajne rozwiązania przenoszenia siły na napęd. Między tradycyjnymi pedałami platformowymi oraz pedałami zatrzaskowymi istnieją jeszcze pośrednie rozwiązania – pedały dual-choice oraz noski. Ale szczegółowa analiza tych półśrodków to temat na kolejny wpis.

O tym, jak się jeździ rowerem w Holandii

Written by Kolo on Lipiec 25th, 2010

Leniwe popołudnie, około 16. Opustoszały akademik erasmusów w Tilburgu. Przeraźliwy dzwonek… brak reakcji… znowu… brak reakcji… i znowu. Piotrek nie wytrzymuje i idzie otworzyć drzwi na piętro. Gość o cygańskiej aparycji pyta się coś łamanym angielskim… chwila zastanowienia… No, Thanks. Po zamknięciu drzwi pytam się Piotrka, o co chodziło… Nie wiem, ale pewnie chciał mi sprzedać jakiś lewy rower

To tylko jedna z wielu historii rowerowych, które przytrafiły mi się na tegorocznej majówce, którą spędziłem w Holandii. Wyjazd miał być imprezowo-turystyczny, ale bez roweru. Mimo wszystko z przyjemnością i nieskrywaną zazdrością obserwowałem to, co w zakresie infrastruktury rowerowej i ogólnie pojętej kultury, ba, rowerowego kultu, stworzyli Holendrzy.

W zasadzie ciężko ten zastany obrazek opisać, to trzeba po prostu zobaczyć. Stąd też w Holandii robiłem zdjęcia dosłownie wszystkiego, co ma dwa kółka i jest napędzane ludzką siłą. Tym bardziej, że w przypadku niektórych pojazdów można było się zastanawiać – czy to jeszcze rower. Zapraszam więc na przyspieszoną wycieczkę po Holandii, rowerowym raju.

Rowerowa Holandia

Typowy rower holenderski ma charakterystyczne, białe wykończenie błotnika

W zasadzie wycieczkę można zacząć od miejsca, w którym zamieszkaliśmy przez kilka dni, czyli od akademika. Widok z okna to krajobraz po bitwie – rowery pod latarniami, płotami, tarasujące drogę dla samochodów, leżące w krzakach. Część w przyzwoitym stanie, znakomita większość pordzewiała, nie kwalifikująca się do użytku.

pod_akademikiem

Krajobraz po bitwie, czyli rowerowy parking pod akademikiem

Rowerów na parkingach jest więcej, niż samochodów. Rower służy, żeby pojechać do sklepu, na zajęcia, na imprezę. Tutaj warto opowiedzieć jedną z anegdotek. Piotrek jedzie rowerem na imprezę, popijając wino. Zatrzymuje go policja. Przyzwyczajony do polskich realiów, Piotrek spodziewa się mandatu i odebrania prawa jazdy. Policjant jednak spokojnie wyjaśnia Boy, don’t drink while you are riding. You should stop, drink, and then go. Bez komentarza ;).

Nie jest tak, że rowerem w Holandii jeździ tylko młodzież. Rower to pojazd codzienny dla wszystkich. Popatrzcie tylko na poniższe zdjęcia.

lifestyle1

Na rowerze można jeździć w szpilkach...

lifestyle2

... i w garniturze

ryksza4

Można też wozić dzieci :)

Szpilki, garnitur, czy dziecko absolutnie nie przeszkadzają, żeby podróżować rowerem. A skoro jesteśmy przy dzieciach, to zerknijcie na kilka rowerów, które służą do przewożenia dzieci w Holandii.

tandem2

Rower dla dorosłego i dwójki maluchów

rowerowy_tandem

Dodatkowe siodełko na ramie

rower_rodzinny

W wersji z fotelkiem i dodatkowym siodełkiem na ramie

rower_skuter

W wersji komfort - z owiewką dla dziecka

Powyższe zdjęcia stanowią najlepsze świadectwo pomysłowości Holendrów. Pomysły te są dużo ciekawsze, niż spotykane w Polsce przyczepki zaczepiane na sztycy lub przy piaście, czy foteliki montowane na bagażniku.

W Holandii rowerem przewozi się nie tylko dzieci, ale także zakupy. I to wcale nie małe… Wystarczy popatrzeć na ten ciężki sprzęt:

transportowiec

Rowerowa ryksza do zadań specjalnych

ryksza3

Z osłoną przeciwdeszczową

ryksza5

Do przewozu ludzi... to też towar ;)

rowerowa_ryksza

I ostatnia w klimacie transportowym

Przebywając w Holandii można odnieść wrażenie, że nie ma dwóch identycznych rowerów. Są rowery stare i nowe, rowery zardzewiałe i lśniące nowością. Są rowery zniszczone, rowery bez kół (skradzione, bo były zakręcane szybkozamykaczem) czy siodełek. A propos kradzieży, to okazuje się, że Holendrzy mają z tym problem. Nie zawsze to jednak wynika z chęci zarobku złodzieja. Czasem rower kradnie ktoś, kto musi się szybko dostać z jednego miejsca na drugie. Widząc niezabezpieczony rower, pożycza go sobie. A że rowerów w małych i dużych miastach są setki tysięcy, to czasem nie sposób znaleźć roweru, który przejechał zaledwie kilka ulic i został odstawiony pod płot.

Skoro drążymy już temat kradzieży, to warto przyjrzeć się holenderskim zabezpieczeniom przed kradzieżami rowerów. Najbardziej banalne są potężne kłódki i ważące 1-2 kg zardzewiałe łańcuchy. Są też znane dobrze w Polsce kiełbasy, czy U-locki. Ale stosuje się też wiele wbudowanych zabezpieczeń. Jednym z bardziej standardowych jest zamontowana na stałe kłódka, która blokuje tylne koło roweru.

zabezpieczenia

Oryginalne zabezpieczenie - blokada tylnego koła

Zabezpieczenia te montuje się seryjnie również w nowych rowerach.

multi_purpose_bicycle

Piękne, nowe rowery z blokadą tylnego koła

Rower w Holandii ma mimo wszystko ciężki los. Na ogół jest skazany na garażowanie pod chmurką. Jeżeli należy do kategorii tych lepszych, to koniecznie zabezpieczony przed kradzieżą poprzez wbudowane zabezpieczenie. Musi być komfortowy. I zabezpieczać przed różnymi warunkami atmosferycznymi (przecież jadąc do pracy, nie można pobrudzić garnituru). Powinien dać możliwość zawiezienia dzieci do przedszkola, przewiezienia dużych zakupów. I w ten sposób rysuje nam się rower wielozadaniowy (multi-purpose bicycle). Rower ten ma zabudowany napęd (nie rdzewieje pod chmurką), pełne błotniki z osłonami bocznymi, solidny bagażnik, ewentualne dobudówki dla dzieci i wygodną kanapę do siedzenia. W czytaniu tych potrzeb wydają się przodować marki Sparta, Gazelle. Choć oczywiście jest cała masa rowerów no-name, każdy oryginalny na swój sposób.

naped

Powszechny efekt garażowania pod chmurką. Jak sobie z tym radzić?

prawdziwy_holender

Najlepiej tak :)

Na koniec słówko o infrastrukturze, która zdecydowanie sprzyja Holendrom. Miasta wydają się być nie-zatłoczone. Zarówno piesi, jak i rowerzyści, mają szerokie ścieżki dla siebie. Przy czym w niektórych miastach ścieżki rowerowe są szerokie na dwa pasy :).

infrastruktura2

To, czego możemy zazdrościć - infrastruktura rowerowa

Oprócz ścieżek, w Holandii na pewno spotkacie olbrzymie parkingi rowerowe park&ride. W mniejszych, i większych miastach.

infrastruktura4

Parking dla rowerów przy dworcu kolejowym w Tilburgu

infrastruktura

Dla tych, co wolą zostawić rower przy stacji w bezpiecznym miejscu

infrastruktura3

Dwupoziomowy rowerowy park&ride przy dworcu w Hadze

Ale to, co jest najważniejsze w infrastrukturze rowerowej Holandii, to uprzywilejowanie. Z tego, co powiedzieli mi znajomi w Holandii, to rower stanowi pojazd największego uprzywilejowania w tym kraju. W wypadku z udziałem rowerzysty ten ostatni jest zawsze niewinny.

amsterdam

Rowerowy ruch w Amsterdamie

Oczywiście część rowerzystów zapyta się, dlaczego nie może być tak w Polsce. Czytałem już wiele głosów na temat tego, jak traktowany jest rowerzysta w Polsce… i jak rowerzysta traktuje innych. Ten drugi aspekt wydaje się nie mniej ważny. Bo fakt, że kierowcy nie szanują rowerzystów, nie respektują ich praw, a często narażają swoim zachowaniem na zagrożenie życia, to rzecz normalna. Warto jednak zwrócić uwagę, że rowerzyści w Polsce też nadużywają przywilejów związanych z jazdą ścieżką rowerową. Agresywna jazda, niebezpieczne wymijanie pieszych, nieuprzejme zachowanie, gdy ktoś idzie ścieżką rowerową. To codzienne sytuacje na ścieżkach rowerowych. Rowerzyści zapominają, że ścieżka rowerowa jest tym samym dla nich, czym dla pieszych chodnik – służy do przemieszczania się, a nie do jazdy sportowej. Chcesz się ścigać – jedź za miasto.

kup_rower

Holendra można mieć za 200 euro

Będąc w Holandii nieopatrznie wszedłem na ścieżkę rowerową, nie zauważyłem jadącego za mną rowerzysty. Ten użył dzwona i się zatrzymał. Przeprosiłem będąc pewnym, że zaraz usłyszę wiązankę. Odpowiedź w postaci normalnego No problem… i uśmiech. Więcej takich postaw w Polsce i również w Polsce na dwóch kółkach będzie jeździło się lepiej.

rowerowy_kwietnik

I jedzie się przyjemnie :)

Moja opinia o Mbike Crosser RX

Written by Kolo on Lipiec 20th, 2010

Po ostatnim rowerowym weekendzie statystyki bikestats wskazują, że mój tegoroczny nabytek – Mbike Crosser RX ma 1300 km przebiegu. Długo zwlekałem z napisaniem własnej opinii o tym rowerze, ale teraz mam już wystarczająco dużo przemyśleń, które mam nadzieję, okażą się pomocne dla innych szukających roweru dla siebie.

Mbike Crosser w pełnej krasie

Słów kilka o tym, jak wybierałem markę

Dla niewtajemniczonych Mbike to polska firma. W ofercie posiada szeroką gamę rowerów (od rowerów dziecięcych, poprzez trekkingowe i miejskie, aż do xc i szosowych). Mbike  posiada również dwa modele crossowe. Crosser SX to cenowy średniak (cena katalogowa 1499 zł) Natomiast Crosser RX to wyższa półka (2399 zł). Ponieważ parametry Crossera SX nie satysfakcjonowały mnie, swoją uwagę zwróciłem na droższy model.

Gdy kupowałem rower, nie miałem określonych preferencji co do marki. Chciałem znaleźć najlepszą ofertę pod względem relacji ceny do jakości sprzętu. Szybko okazało się, że w przedziale cenowym, który mnie interesuje (2-2,7 tys. zł) znajduje się stosunkowo niewiele ciekawych rowerów. W przypadku wielu rowerów trzeba było liczyć się z wyższą ceną ze względu na markę. Po uwzględnieniu tego czynnika oraz wyglądu, postanowiłem wybierać spośród marek Mbike oraz Kross. Naturalnym punktem odniesienia dla Crossera RX był najwyższy model crossowy ze stajni Krossa – Evado 1.3 (cena katalogowa 2699 zł). Warto zwrócić uwagę, że nawet stylistycznie biała wersja Evado 1.3 jest podobna do Crossera RX. Obydwa modele pochodzą z kolekcji 2010.

Wybór ramy

Mbike Crosser RX dostępny jest w 4 rozmiarach: 18, 19,5, 21 i 22,5 cala. W moim przypadku (178 cm) zdecydowałem się na ramę 19,5 cala. Wydawała się stosunkowo mała w porównaniu do starego roweru trekkingowego, ale po kilku modyfikacjach (dokupienie długich rogów oraz maksymalne obniżenie kierownicy) osiągnąłem satysfakcjonującą mnie sylwetkę w czasie jazdy. W razie potrzeby mogę jechać wyprostowany (ręce na gripach) lub też „położyć się”, opierając ręce na rogach. Rozważam jednak w przyszłości zainstalowanie dłuższych rogów lub nakładki na kierownicę.

Osprzęt

Na rower wydałem niemało pieniędzy, jednak przynajmniej częściowo ma to swoje uzasadnienie w osprzęcie roweru. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na ramę Crossera RX, która jest 3-krotnie cieniowana (spora przewaga nad Evado 1.3). Ciekawostką jest też napęd, który został złożony w oparciu o osprzęt Shimano i Truvativa. Tylna przerzutka to Shimano XT shadow, z przodu natomiast wstawiono Shimano Alivio. Fabryczne wstawianie niższej klasy przerzutek przednich jest już standardem rynkowym, więc nie byłem specjalnie zdziwiony. Całości dopełnia korba Truvativ Firex 44-32-22 i łańcuch KMC. W porównaniu do tego zestawu Kross Evado 1.3 oferuje lepszą przerzutkę z przodu (Shimano Deore), natomiast dużo gorszą korbę Truvativ Isoflow.

Shimano XT Shadow

W obydwu rowerach zastosowano ten sam amortyzator – SR Suntour NCX, z małą, aczkolwiek istotną różnicą. W Mbike Crosser RX zastosowano amortyzator z przełącznikiem blokady skoku przy kierownicy (w Evado 1.3 blokada znajduje się na szczycie golenia amortyzatora).

Kierownica z regulacją wysokości

Do tej pory zarysowało się kilka przewag Mbike Crossera RX nad Evado 1.3. Niestety, pod względem zastosowanych hamulców przewagę ma rower ze stajni Krossa. Zastosowano w nim hydrauliczne Magura HS-11 zarówno z przodu, jak i z tyłu roweru. W porównaniu z nimi, hamulce Avid SD3 wydają się być nijakie (chociaż w praktyce okazały się dość skuteczne).

Przyznam się szczerze, że nic mi nie wiadomo na temat obręczy Weinmann SEC 16 oraz szprych CN black, które zastosowano w Crosserze. Dlatego nie będę się na ich temat wypowiadał. Zwraca natomiast uwagę fakt zastosowania mostka, sztycy oraz kierownicy firmy Uno. Sztyca podsiodłowa jest przy tym amortyzowana, co ma dostarczać dodatkowego komfortu w trakcie jazdy. Skoro już przy sztycy jesteśmy, to warto zwrócić uwagę na rodzynek w całym zestawie – bardzo agresywne siodło San Marco Ponza. Już jego wygląd wskazuje na sportowe zacięcie. Pytanie, czy sprawdzi się w turystyce rowerowej? Na pewno jest to siodło zupełnie innej kategorii, aniżeli kanapa zastosowana w Evado 1.3 (szerokie siodełko Selle Royal).

Ostatnim elementem zestawu są opony. I tutaj ciężki szok – w rowerze Crosser RX wstawiono Schwalbe Racing Ralph Evo. Są to opony stosowane w rowerach przełajowych, a ich cena katalogowa to 180 zł za sztukę. W zasadzie od początku byłem pewny, że te opony zupełnie nie sprawdzą się w moich zastosowaniach roweru. Dużo ciekawszym rozwiązaniem wydawały się tutaj opony Schwalbe Marathon Cross 700x38C, które zastosowano w Evado 1.3.

Tak dobrane zestawienie roweru umożliwiło osiągnięcie bardzo dobrych parametrów wagi – zaledwie 11,7 kg w tej klasie roweru to rewelacyjny wynik (Evado 1.3 ważył aż 13,6 kg). Było to możliwe przede wszystkim dzięki zastosowaniu 3-krotnie cieniowanej ramy, ultralekkich opon, agresywnego siodełka oraz mostka bez możliwości regulacji.

Mbike Crosser Rx

Reasumując ogólne zestawienie Mbike Crosser RX, to można odnieść wrażenie, że cały zestaw z drobnymi wyjątkami został złożony bardzo rozsądnie. Moje obawy budziły początkowo opony oraz siodełko, które nadawały się bardziej do wyścigów XC, aniżeli do turystyki rowerowej.

Wrażenia z jazdy

Crosser RX ma sportowe zacięcie. Świadczy o tym mocno ograniczona waga, przerzutka XT Shadow oraz oczywiście klasowe siodełko. Pod tym względem jazda tym rowerem daje dużo satysfakcji. Mój styl jazdy to głównie asfalty, więc zastosowanie przerzutki XT jest tutaj nieco na wyrost, spokojnie wystarczyłaby SLX, ale XT to XT ;). Rower w czasie jazdy po asfalcie jest sztywny, elegancko reaguje na ruchy kierownicą i zmianę tempa. Dobrane tarcze umożliwiają jazdę zarówno w terenie z wysoką kadencją, jak również sztywne kręcenie na blacie przy prędkościach ok. 40 km/h.

Dość długo zastanawiałem się nad wyborem ramy. Padło na 19,5’, która przy normalnym ustawieniu jest nieco za krótka w stosunku do mojego wzrostu. Natomiast zamontowanie rogów i przestawienie wysokości kierownicy umożliwia przyjęcie bardziej aerodynamicznej sylwetki. Niewielki rozmiar ramy jest dużą zaletą przy wchodzeniu w zakręty. Rower ma nisko osadzony środek ciężkości i można nim dość gwałtownie i ostro skręcać (jak na rower z kołami 28 cali).

Żeby jednak nie było tak różowo, to warto wspomnieć o kilku wadach. Widać, że pod względem doboru sprzętu rower został skonfigurowany pod jazdę sportową w terenie. Świadczy o tym mocno wycięte, twarde siodło, wysokiej klasy przerzutka tylna i opony Racing Evo. Rower kupiłem z myślą, że będę również jeździł na długie wypady turystyczne po asfalcie i szutrach. Wobec tego zdecydowałem się na założenie opon Schwalbe Marathon 28×1,6’ z dodatkową, antyprzebiciową wkładką kevlarową (duży wzrost wagi, ale rewelacyjnie niskie opory toczenia). Póki co jeżdżę na siodle fabrycznym, natomiast rozważam zakupienie wygodniejszej kanapy na potrzeby wypraw rowerowych, gdzie komfort w trakcie wielogodzinnej jazdy jest kluczowy.

Schwalbe Marathon - po wymianie

Pod kątem turystyki rowerowej lepiej wydaje się być dobrany Kross Evado 1.3. Natomiast jest wyjątkowo ciężki jak na cenę, którą trzeba za niego zapłacić. Stąd też lepiej chyba było wybrać Crosser RX i wymienić te części, które nie do końca nas satysfakcjonują. Wadą Krossa były natomiast mimo wszystko hamulce hydrauliczne. W turystyce rowerowej warto postawić na prostotę, serwis hamulców v-brake w warunkach polowych jest dużo łatwiejszy.

Poważna wada, która niejedną osobę doprowadzi do szewskiej pasji, jest skrzypienie siodełka. Wada ta wynika z zastosowania amortyzowanej sztycy. Nigdy nie byłem fanem tego rozwiązania. Nie uważam, żeby amortyzacja była aż tak bardzo odczuwalna (tzn. przy tej sztywności roweru nierówności i tak czuć), natomiast wydawane przez sztycę dźwięki są naprawdę irytujące.

Nie wiem, czy problem dotyczył tylko mojego egzemplarza, czy też jest typowy dla większości napędów w Crosser RX, ale po pierwszych 300 kilometrach nastąpiło rozregulowanie i łańcuch mi zeskakiwał bez powodów na podjazdach… tzn. powód był jeden – cisnąłem pod górę ;). Wizyta w serwisie załatwiła problem i obecnie napęd cechuje naprawdę wysoka kultura pracy.

Reasumując, jeżeli chodzi o moją opinię o Mbike Crosser RX, jest to naprawdę dobry rower, o słusznej relacji jakości do ceny. Pod kątem moich potrzeb kilka elementów osprzętu nie było do końca trafnych, ale nigdy nie będzie tak, że w rowerze wszystko będzie pasowało. Po przejechaniu 1300 km jestem przekonany, że gdybym miał wybierać jeszcze raz, Mbike Crosser RX kupiłbym jeszcze raz.